wtorek, 04 maja 2010
świnia w prowansji - georgeanne brennan

swinia'jakże smaczny kąsek wpadł mi w ręce' - pomyślała tola po pierwszym rozdziale świni w prowansji. gdziekolwiek byś był/a, ta książka przenosi cię w zupełnie inne miejsce - do słonecznej, pachnącej serami i winem prowansji. czujesz, jak przez nos docierają do głowy zapachy i nie pozwalają myśleć o niczym innym tylko o jedzeniu jako wartości samej w sobie.

wyrabiając i sprzedając kozi ser, hodując świnie i gotując z moimi przyjaciółmi, pojęłam, że jedzenie jest centralną częścią naszego życia nie dlatego, że daje nam siłę i dostarcza przyjemności, lecz przez to, że łączy nas ze wszystkimi, którzy byli tu wcześniej. jedzenie tworzy więź ziemią, z przyjaciółmi i krewnymi zgromadzonymi wokół stołu, z przyszłymi pokoleniami. w kruchym, niestabilnym świecie jedzenie jest wartością stałą.

autorka od lat jest związana z prowansją. spędziła tam dużą część swojego życia i cyklicznie wraca do tego pełnego smaku i spokoju miejsca. czterdzieści lat temu georgeanne brennan razem z pierwszym mężem donaldem i córką ethel przeniosła się do prowansji, by utrzymywać się ze sprzedaży koziego sera własnej produkcji. kolejnym zwierzęciem, które miało pomóc w utrzymaniu była tytułowa świnia - wbrew pozorom bardzo inteligentne i wrażliwe zwierzę. z pomocą życzliwych sąsiadów i bliskich przyjaciół georgeanne i jej rodzina poznali uroki życia na wsi, wstając o świcie, zajmując się zwierzętami i biorąc udział w rytuałach przetrwania (trochę mi było słabo przy opisie świniobicia, ale przetrwałam).

co do kuchni francuskiej, nigdy nie byłam jej wielką fanką, jednak ostatnio nieustannie otwieram się na nowe smaki, próbuję, gotuję. co prawda, większość przepisów w tej książce jest poza moim zasięgiem, to na zupę warzywną z sosem z czosnku i bazylii któregoś dnia się skuszę. na pewno.

ocena: 4/6.

Zakładki:
ślady istnienia
też czytają
Przeczytane 2009
Przeczytane 2010