piątek, 26 listopada 2010
biografia głodu - amelie nothomb

biografiatrzeba tu uściślić, że mój głód należy rozumieć w najszerszym znaczeniu tego słowa: sprawa nie byłaby może tak poważna, gdybym łaknęła tylko pożywienia. lecz czy istnieje coś takiego, jak łaknienie samego tylko jedzenia? czy istnieje głód brzucha, który nie byłby przejawem głodu w ogłoniejszym znaczeniu? dla mnie głód to ów przerażający brak odczuwany całą istotą człowieka, ta trzymająca w kleszczach pustka, to dążenie nie tyle do utopijnej pełni, ile do zwykłej rzeczywistości; błaganie, by tam, gdzie nie ma nic, coś było.

autobiograficzna powieść amelie nothomb wprowadza nas w egzotyczny świat podróży po miejscach, gdzie łaknie się nie tylko jedzenia, lecz także języków, książek, akceptacji, poznania. mała dziewczynka zostaje wepchnięta w wir przeprowadzek, przenosin ze szkoły do szkoły, zaburzeń związanych z jedzeniem oraz z postrzeganiem własnej osobowości.

w wieku siedmiu lat nasza bohaterka stwierdziła, że doświadczyła już wszystkiego. była boginią, była obiektem szyderstw, przeżyła choroby, samobójstwo, rozstanie, próbowała alkoholu, a także spróbowała miłości (w pewnym sensie znaczenia tego słowa). do tego czasu mieszkała w japonii i w chinach. mając osiem lat przeniosła się wraz z rodziną do nowego jorku i tutaj zaczął się szał, codzienne wieczorne wyjścia (przy okazji mnóstwo dobrego alkoholu), tak zwane wspaniałe życie, za którym się tęskni i które wspomina się z nostalgią. jednak niczego nie da się porównać z japonią, pierwszą miłością. powrót do niej w wieku późniejszym spowodował rozwój i niegasnące pragnienie, by pisać, codziennie przez cztery godziny.

zakochałam się w pisarstwie amelie już jakiś czas temu. przez ostatnie dni jednak zakochałam się w samej amelie, zwłaszcza tej małej, nieznośnej, skupionej na sobie dziewczynce. traumatyczne przeżycia dosrastającej nastolatki odkładam na bok. ta książka nie sprawia, że będziemy się użalać nad bohaterką, wręcz przeciwnie, ja jej zazdroszczę trafnych spostrzeżeń, których efektem ubocznych były problemy z jedzeniem. mowa tu o głodzie, który bardzo trudno zaspokoić, ale to dążenie do sytości staje się sensem życia.

ocena: 5,5/6.

niedziela, 25 kwietnia 2010
o czym mówię, kiedy mówię o bieganiu - haruki murakami

murakaminowy murakami mnie zaskoczył, bo że to fajny facet jest, przeczuwałam od dawna, ale że taki z niego wytrwały i odważny(!) biegacz, to dowiedziałam się dopiero po przeczytaniu nowej książki o czym mówię, kiedy mówię o bieganiu.

po pierwsze, bieganie jest dla mnie czymś zupełnie męczącym i niesprawiającym żadnej przyjemności ani satysfakcji, zatem z pewną konsternacją zaglądałam do tego pamiętnika (jak zostało zaznaczone na okładce i jak sam murakami swoje pisanie w tej książce nazywa). niepotrzebne były moje obawy, gdyż całkiem przyjemnie ukazane zostało to bieganie pomieszane z pisaniem.

murakami przekonuje, że:

zmuszenie się do największego wysiłku, do jakiego jesteśmy w stanie się zmusić przy wszystkich naszych ograniczeniach - oto istota biegania i metafora życia, a dla mnie również pisania.

murakami2ja mu wierzę i w inne słowa, które pojawiają się w tej książce. uroczym elementem są zdjęcia biegającego harukiego (tak, na tych zdjęciach widać, że to prawdziwy człowiek z krwi i kości, więc postanowiłam się spoufalić i zwracać się do niego po imieniu). naprawdę, jestem pod wrażeniem. jego osoby, jego wytrwałości, determinacji, a zwłaszcza tego, że ten skromnej budowy człowiek przebiegł jednego dnia 100km. jak to zrobił, nie wiem, ale bardzo ładnie to opisał.

a czytało mi się tak przyjemnie, bo z zieloną herbatą i słodkościami. ulubionymi!

ocena: 5/6.

21:26, tola_fasola , biografie
Link Komentarze (5) »
piątek, 16 kwietnia 2010
szklany zamek - jeannette walls

szklanyjuż nie pamiętam, co mnie bardziej skłoniło do kupna i przeczytania tej książki, czy było to piękne zdjęcie z przodu, ładnie brzmiący tytuł, opis z czwartej strony okładki czy po prostu niska cena. zapewne była to wypadkowa wszystkich tych czynników. jedno jest pewne - decyzja o zakupie była nagła i jednocześnie trafna. dopiero po przeczytaniu książki zwróciłam uwagę na to, że główna bohaterka nazywa się tak samo jak autorka i dowiedziałam się z internetu, że ta powieść jest swego rodzaju autobiografią.

jeannette walls rozlicza się ze swoją przeszłością, a dokładniej mówiąc, ze swoimi rodzicami. w tej powieści autorka zatacza koło, początkowo opisując dorosłe życie, by na wiele stron zniknąć w otchłani swojego dzieciństwa i na koniec wrócić do końca (ciągu dalszego) swojej historii. a trzeba przyznać, że jej dzieciństwo i dorastanie nie było przeciętne, ani tym bardziej usłane różami. rose mary - matka - artystka, egocentryczka, skupiająca się głównie na swoim talencie i zupełnie oderwana od rzeczy przyziemnych. rex - ojciec - człowiek o wielkiej wyobraźni, alkoholik, wielbiciel fizyki. plus trójka rodzeństwa, którzy razem z jeannette często musieli zadbać sami o siebie, zwłaszcza gdy w domu (a raczej w podróży, która była domem) nie było co jeść czy w co się ubrać. zdarzało się tak nierzadko, gdyż rose i rex uczyli dzieci, żeby nie przywiązywać się zbytnio do miejsc, do rzeczy, a gdy przenosili się z miejsca na miejsce zabierali tylko to, co najpotrzebniejsze. dla matki były to z pewnością obrazy, a nie praktyczne przedmioty potrzebne rodzinie. wolała namalować obraz niż ugotować zupę, która zaraz by znikła w żołądku, a jej dzieło przecież przetrwa wiele dłużej. grunt to dobra argumentacja.

początkowo bardzo śmieszyła mnie ta powieść. kreatywne rozwiązania problemów, które napotykała na swojej drodze ta rodzina powodowały uśmiech na mojej twarzy. dawanie sobie wzajemnie gwiazdek z nieba (nie było pieniędzy na inne prezenty) czy ciągle towarzyszące myśli o szklanym zamku, który ojciec obiecał zbudować i który miał być ostoją bezpieczeństwa, szczęśliwości i spokoju. im głębiej w strony, tym głębsze moje oddechy, gdyż w tych wspomnieniach pojawiło się trochę więcej smutku i goryczy, niż mogłoby się wydawać na początku. co prawda, jeannette walls nikogo nie obwinia i nie wydaje się, by odczuwała żal wobec rodziców za ich wybory, jednak nie było jej łatwo, gdy postanowiła zostawić rodzinę i zacząć życie na własną rękę, tak jak jej starsza siostra. doszło do sytuacji, gdy rodzice wybrali życie bezdomnych i nic nie mogła na to poradzić, pomimo iż chciała im pomóc jak tylko mogła, to był ich wybór.

bardzo dobra książka, o specyficznych relacjach rodzinnych i o wychodzeniu na ludzi, mimo wszystko.

ocena: 5,5/6.

czwartek, 25 marca 2010
pod skórą - doris lessing

pod skórąpomimo że nie przeczytałam wielu książek doris lessing (wręcz bardzo niewiele, na czele ze złotym notesem, który okazał się swego rodzaju biblią), miałam przeczucie, że jej autobiografia przypadnie mi do gustu. byłam ciekawa kobiety, która przeżyła prawie cały dwudziesty wiek. fakt, że mam do czynienia z pisarką chwilowo pominęłam, jednak w trakcie czytania szybko sobie o tym przypomniałam, gdyż autorka często nawiązuje do swojej twórczości. tak, najbardziej interesowała mnie jej kobiecość i spojrzenie na ówczesne czasy.

od początku doris lessing przekonuje, że ciężko jest mówić całkowitą prawdę, pisząc o przeszłości. z jednej strony pamięta się pewne szczegóły, a nie pamięta całych zdarzeń (jakież to znane, prawda?). autorka zaczyna swoją opowieść od czasów dzieciństwa, gdy mieszkała z rodzicami w persji, by następnie wyprowadzić się na farmę do rodezji. często przywołuje to miejsce, pisząc o swoim buszu, gdzie popołudniami wybierała się na polowania.

cały czas przez kartki przewija się relacja pisarki z matką. praktycznie nieustannie kobieta potwarza: 'nie będę taka jak ona!', próbując oderwać siebie od matki, co owocuje szybkim odejściem z domu, próbą życia na własny rachunek. próba ta kończy się pierwszym małżeństwem, następnie dziećmi, dużą ilością wypitego alkoholu i wypalonych papierosów. lessing pisze, że każde zakochanie objawia się u niej tym, że chce urodzić ukochanemu mężczyźnie dziecko. to jej sposób na szczęście. chociaż jej związki nie wydają się być udane, gdzieś pomiędzy pisarka wydaje się być pewna tego co robi i nie chce, żeby ktoś jej w tym przeszkadzał. od początku samodzielna, pewna siebie, swojego ciała i głowy piękna kobieta.

ocena: 5/6.

Zakładki:
ślady istnienia
też czytają
Przeczytane 2009
Przeczytane 2010