środa, 18 sierpnia 2010
zapisywacze ojcowskiej miłości - michal viewegh

zapisywaczenie będę się rozwodzić nad urokiem tego pisarza, bo odkąd czytam jego książki, jestem spragniona kolejnej i ten łańcuszek trwa nieprzerwanie. tym razem uśmiałam się setnie. niektóre fragmenty czytałam na głos, żeby Inni też mogli się pośmiać. szaleństwo z tym vieweghem przeogromne, a i bohaterom niczego w tej kwestii nie brakuje.

zapisywaczami ojcowskiej miłości jest dwójka dzieci, którzy dorastają na kartach powieści. ojciec jest trzecim narratorem, który co i raz wtrąca swoje trzy grosze, a już najbardziej lubi mówić/pisać o swojej córce renatce, którą kocha ponad życie, co z jednej strony jest zabawne, a z drugiej trochę niebezpieczne. syn jest pisarzem, który od małego zapisywał wszystko, co widział dokoła. co najlepsze, żeby o tym pisać, wchodził pod stół i tak zostało do dziś. na promocji swojej książki autografy rozdawał również spod stołu. jego postać wydała mi się najbliższa i najbardziej przyjazna. trafne obserwacje i złośliwe (ale tak ładnie złośliwe) uwagi to główne źródło mojego śmiechu.

viewegh napisał tę powieść pod kątem obietnicy danej swojej córce, że kiedyś napisze dla niej książkę z bajkami. obietnicy nie dotrzymał, ale powstała historia dorastających dzieciaków i ich kochającego, 'trochę' zaborczego ojca, która na pewno zrekompensowała niepowstałe bajki.

ocena: 4,5/6.

poniedziałek, 02 sierpnia 2010
sinobrody - kurt vonnegut

sinobrodyrabo karabekian jest ormianinem, niespełnionym malarzem, jednookim - chciałoby się rzec - bandytą, jednak bliżej mu do ofiary niż jakiejkolwiek postaci kata. rabo w pewnym momencie swojego życia zaczyna kolekcjonować obrazy.

owszem, malarzem byłem kiepskim, ale jakim się za to okazałem kolekcjonerem!

wydaje się, że nasz bohater przeżył już swoje życie, pierwsza żona go opuściła, synowie nie utrzymują z nim kontaktu, druga żona umarła, zostawiając go w wielkim, pustym domu. niespodziewanie w jego życiu zjawia się pewna młoda pisarka, która zaczyna interesować się malarzem i nie owijając w bawełnę, stara się wprowadzić trochę radości (żeby nie powiedzieć - życia) w jego osobie. ciekawi ją wszystko - począwszy od intymnych listów od byłej kochanki, poprzez historię śmierci jego rodziców, skończywszy na tajemniczym spichlerzu, do którego nikt nie ma prawa zaglądać. tak jak w historii z sinobrodym, który zabija swoje kolejne żony za wścibstwo i zaglądanie do jedynej zabronionej komnaty, rabo przywdziewa maskę ponuraka i straszyciela. phi! misja pisarki jednak nie kończy się tak nieszczęśliwie, ale owocuje nawiązaniem przyjaźni z malarzem.

to moje drugie spotkanie z vonnegutem, całkiem zresztą udane. zabawne, ironiczne, trochę absurdalne.

spodobało mi się jedno zdanie z innej książki vonneguta - kociej kołyski - po którą mam zamiar siegnąć w następnej kolejności.

muszę mieć taki pojemnik na śmieci, w którym się zmieści cała rzeczywistość.

ocena: 4,5/6.

czwartek, 13 maja 2010
o psychiatrach, psychologach i innych psycholach - rodrigo muñoz avia

psycholeniestety, jak przekonuje wydawca(?), ta książka nie jest zabawniejsza od komedii woodyego allena, ani od 'przygody fryzjera damskiego' mendozy.

owszem, można się uśmiechnąć parę razy, nawet zachichotać czy parsknąć śmiechem, ale rodrigo i jego psychiatryczno-psychologiczne przygody okazują się być całkiem banalne i pod pozorem przewrotności kryją sporą dozę przewidywalności. może tak miało być, tylko ja zupełnie inaczej odebrałam tę książkę, trzymając ją w rękach w księgarni i zabierając do domu.

rodrigo ma szczęśliwe życie z rodziną i szczekającym kotem. jednak na swojej drodze spotyka nieszczęsną marynarkę z guzikami i tu zaczynają się problemy. gdy nasz bohater się denerwuje, zaczyna zmieniać kolejność liter w wyrazach. parafazję odkrywa u niego nielubiany przez wszystkich ernesto - mąż siostry rodriga i postanawia wyleczyć jego choroby, których po drodze pojawia się coraz więcej, a one zamiast znikać, ciągle się mnożą.

ocena: 3/6.

19:19, tola_fasola , zabawności
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 listopada 2009
człowiek bez ojczyzny - kurt vonnegut

czlowiekto był dobry strzał, żeby szare jesienne dni powierzyć kurtowi vonnegutowi i jego wspomnieniom, gdzie ironia nieustannie przeplata się z komizmem, a wszystko to okraszone jest trafnymi spostrzeżeniami.

kurt wcale nie chce i niepotrzebuje być poważny ani moralizatorski. przekonuje, że jesteśmy tu na ziemi po to, żeby zbijać bąki i nie dajmy sobie wmówić czegoś innego. podoba mi się również jego stwierdzenie, mówiące o tym, że dzięki kreatywności ewolucji mamy żyrafy.

najbardziej rozbawił mnie jednak rozdział piąty, dotyczący relacji pomiedzy mężczyzną a kobietą, który zaczyna się tak:

"no dobra, zabawmy się trochę. porozmawiajmy o seksie. porozmawiajmy o kobietach. freud powiedział, że nie wie, czego pragną kobiety. ja wiem, czego pragną kobiety. one pragną mieć masę ludzi, z którymi mogą pogadać. o czym chcą gadać? chcą gadać o wszystkim. czego pragną mężczyźni? pragną mieć dużo kumpli i aby ludzie się na nich tak bardzo nie wściekali. dlaczego dziś tak wiele osób się rozwodzi? ponieważ większość z nas już nie ma wielopokoleniowych rodzin. kiedyś było tak, że jak kobieta i mężczyzna brali ślub, panna młoda zyskiwała mnóstwo ludzi do pogadania o wszystkim. pan młody zyskiwał mnostwo kumpli do opowiadania kretyńskich dowcipów(...)."

to nie jest zwyczajna powieść, to po prostu kurt vonnegut we własnej osobie.

ocena: 5,5/6.

Zakładki:
ślady istnienia
też czytają
Przeczytane 2009
Przeczytane 2010