piątek, 12 marca 2010
niepewne dni - philippe besson

niepewnedniw naszej rodzinie mężczyźni nie zostają. naprawdę w gruncie rzeczy nigdy nie robili nic innego, tylko znikali, odchodzili w siną dal, uwalniając się od nas, kobiet, skazanych na to, by tkwić w miejscu, związanych z ziemią. wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, skąd się u nich wziął ów pociąg do innego nieba, skoro wygląda ono wszędzie tak samo.

- to pierwsze zdania niepewnych dni. jednak tak naprawdę niepewność zaczyna się wtedy, gdy do domu po wielu latach wraca ukochany starszy brat isabelle rimbaud. to właśnie jej ręką został napisany dziennik, w którym to 32-letnia, żyjąca samotnie kobieta, opisuje swoje rodzinne relacje, skupiając się najbardziej na miłości, poświęceniu i oddaniu dla brata.

rzecz dzieje się pod koniec XIX wieku i trwa niespełna kilka miesięcy. choroba zmusza arthura rimbauda - faktycznie żyjącego ówcześnie poety (przeklętego.. i genialnego swoją drogą, nieprzystosowanego do otaczającej go rzeczywistości) - do powrotu do znienawidzonego domu, w którym brakuje jakiegokolwiek porozumienia. matka nie wykazuje żadnych chęci, żeby pomóc synowi. udaje(?) niewzruszoną, martwi się tylko tym, co powiedzą ludzie. jedynym oparciem wydaje się być siostra, która postanawia opisywać każdy dzień spędzony z chorym bratem. spełnia jego życzenia i zachcianki, bo wie, że to są jego ostatnie, pewne dni. ze współczuciem i próbą zrozumienia wyborów arthura, towarzyszy mu w swego rodzaju rozliczeniu się z życiem. wysłuchuje i chociaż czasem wydaje się nie rozumieć, nie potępia brata. zbyt wiele nieszczęść spadło na tę rodzinę, żeby nie doceniać tego, co zostało - ostatnich dni.

ocena: 4,5/6.

poniedziałek, 12 października 2009
słownik imion własnych - z pokorą i uniżeniem - amelie nothomb

slownik imion wlasnychz pokora i unizeniemsłownik imion własnych i z pokorą i uniżeniem - to dwie pociągowe lekturki. polecam obydwie, aczkolwiek bardziej interesująca wydaje się być ta druga.

z pokorą i uniżeniem opowiada historię belgijki (amelie), której po licznych staraniach udaje się zdobyć pracę w uwielbianej przez autorkę japonii. to, co spotyka kobietę w korporacji, wydaje się być czyimś pijanym snem. jej przełożeni mają ściśle określone zasady i kurczowo się ich trzymają, nie pozwalając wychylić się nikomu z szeregu. młoda europejka musi stawić czoło przedziwnym poleceniom i nieszczerym współpracownikom.

słownik imion własnych jest natomiast opowieścią o wyjątkowej dziewczynce o imieniu plectrude(!), której rodzice nie żyją (matka zabiła ojca, a następnie popełniła samobójstwo), a  zajmuję się nią ciotka, wpatrzona w plectrude jak w obrazek. fascynacja początkowo przynosi dziewczynce wiarę w siebie, potrzebnej małej tancerce, a jednocześnie i nieukowi, jednak ostatecznie doprowadza do tragedii. nieświadoma rodzinnej przeszłości, dziewczynka powoli odkrywa, kim jest i jakie ma zadanie do spełnienia.

styl pisarski amelie nothomb mnie osobiście bardzo odpowiada. jest lekko, dowcipnie i niebanalnie. może przesadziłam z tą lekkością, jednak mam wrażenie, że jako jedna z nielicznych potrafi ona pisać o tragediach w sposób, który nie przeciąża głowy.

ocena: słownik... 3,5/6. z pokorą... 4,5/6.

środa, 09 września 2009
szczęśliwe dni - laurent graff

szczeslwie dniantoine jest 'oczarowany' życiem na tyle, że postanawia w wieku osiemnastu lat wykupić sobie miejsce na cmentarzu, wybrać nagrobek, a zwłaszcza epitafium, które początkowo brzmi:

"o, boskie zadki, idące obok tej tablicy, muśnijcie zimny marmut choć skrawkiem spódnicy. o, cudowne księżyce mojej wiecznej nocy, z tego miejsca podglądam wasze jasne krocza."

także tak. to cały antoine. nie zamierza się zabijać, po prostu zaoszczędzone pieniądze postanawia dobrze zainwestować. a co jest bardziej pewnego od śmierci?

mężczyzna mieszka w domu spokojnej starości o wdzięcznej nazwie 'szczęśliwe dni' i prowadzi spokojne, pełne obserwacji życie nieprzeciętnego trzydziestopięciolatka. na nic nie czeka, niczego nie wymaga, a jednak wydaje się być usatysfakcjonowany. krótko i na temat.

czarny humor, grom wnikliwych (tych bardziej i tych mniej!) obesrwacji + nieuniknione potakiwanie głową na to, co pisze autor - laurent graff - określony jako samotnik i outsider. to chyba mój ulubiony typ mężczyzn, nie tylko pisarzy.

ocena: 4,5/6.

Zakładki:
ślady istnienia
też czytają
Przeczytane 2009
Przeczytane 2010