sobota, 06 listopada 2010
prawiek i inne czasy - olga tokarczuk

prawiekjuż po pierwszym zdaniu, mówiącym o tym, że prawiek leży w centrum wszeświata, poczułam, że mam wielką ochotę rozpocząć przygodę z książkami olgi tokarczuk właśnie teraz. wstyd przyznać, ale jestem dopiero po dwóch lekturach tej osławionej pisarki, jednak obiecuję poprawę, zwłaszcza że powieść prawiek i inne czasy tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, jak wybitną autorką jest tokarczuk oraz jak daleko wgłąb człowieka i jego historii może się ona posunąć. było to piękne, metaforyczne spotkanie z rodzinną sagą, z powieścią poniekąd folklorystyczną, a nawet mityczną.

prawiek to nie tylko określenie czasu, ale przede wszystkim mała miejscowość niedaleko kielc, gdzie toczy się akcja powieści, powieści przeplatanej dwoma wojnami, które naznaczyły bolesne ślady w życiach prostych ludzi. jst czas wojen, czas gry, czas aniołów, czas matki boskiej, czas złego człowieka, a przede wszystkim jest czas poszczególnych mieszkańców.

poszczególne charakterystyki postaci chwytają za serce. powieść porusza głęboko dzięki mniejszym lub większym tragediom wkradającym się do życia mieszkańców prawieka. mamy tu do czynienia ze stara florentynką, która rozmawia ze swoimi psami i ma pretensje do księżyca, że nie jest jej sprzymierzeńcem. jest rodzina boskich i rodzina niebieskich, których aż trzy pokolenia przewijają się przez powieść. jest i kłoska, która ma obłęd w oczach i wydaje się, że posiada swego rodzaju tajemną wiedzę. wszystkie postaci mają wyraźny rys, żadna z nich nie jest nijaka.

to, co najbardziej urzeka w tej literackiej wariacji to realizm magiczny, który sprawia, że chociaż losy człowieka bywają ciężkie i trudne do zniesienia, to jest coś poza tym, coś co pozwala oderwać się od rzeczywistości, istnienie boga, aniołów, przyrody. te dwa różne światy uzupełniają się wzajemnie, a ich symbioza sprawia, że chcę jeszcze bardziej zagłębić się w świat książek tokarczuk.

ocena: 5/6.

 

niedziela, 25 lipca 2010
madame - antoni libera

madameteatr, literatura, muzyka nieustannie rywalizują ze sobą w tej książce. a to zamieniają się miejscami, kiedy indziej sobie ustępują, karmią głównego bohatera swoim istnieniem, a wszystko to dzieje się na tle lat 60. zeszłego wieku, obnażając peerelowską rzeczywistość. książka rozpoczyna się i kończy westchnieniem: kiedyś to były czasy! te historie, te wspomnienia, legendarne romanse. czy to nie dzieje się ciągle i nieustannie, tylko pespektywa wszystko zmienia.

głównym wątkiem wydaje się być (bo nie jestem pewna, czy do końca jest) zafascynowanie licealisty pewną m a d a m e - tajemniczą, piękną, zadbaną, nieskazitelną ze wszystkimi przypadłościami, które stanowią jej sekrety. czytelnik musi uzbroić się w cierpliwość, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o tej kobiecie. musi przedrzeć się (z wielką przyjemnością oczywiście) przez poszczególne anegdoty, gombrowiczowskie lekcje w szkole, występy teatralne głównego bohatera, który swoją drogą jest nad wyraz dojrzały, inteligentny, oczytany (mogę tak jeszcze długo) jak na swój wiek. z jednej strony próbuje się on zbliżyć do madame, która jest nauczycielką francuskiego i dyrektorką jednocześnie, a z drugiej próbuje się od niej uwolnić, skupić się na swoim pisarstwie, bo tą drogą zdecydował się iść po próbach zostania muzykiem i aktorem. zresztą madame we własnej osobie ma swój udział w tej ścieżce.

polubiłam madame, polubiłam tego 'chłopca'. i sposób, w jaki pisze antoni libera. ten język to kolejny bohater w tej powieści.

ocena: 4/6.

środa, 12 maja 2010
nielegalne związki - grażyna plebanek

nielegalnetym razem grażyna plebanek postanowiła ustanowić mężczyznę głównym bohaterem swojej najnowszej powieści. sama autorka mówi, że spędziła dużo czasu na rozmowach ze swoimi kolegami, by móc bliżej poznać świat mężczyzn - ich (często ukrywane) emocje i potrzeby. bez kobiet jednak nie byłoby tej powieści.

jonathan jest rozdarty pomiędzy rolą męża megi (i rolą ojca ich dzieci) a pożądaniem i zauroczeniem andreą. nic nowego w tej powieści nie ma, jeśli chodzi o samą zdradę. typowe zachowania zdradzającego, pierwsze kłamstwa, poczucie winy, próba rekompensowania zdrady żonie, a następnie niechęć do niej.

megi jest prawniczką i pnie się po szczeblach kariery. tym razem obowiązki "pani domu" spoczywają na panu jonathanie. odwozi dzieci do szkoły, prowadzi kurs pisarski, a w międzyczasie spotyka się z andreą w kościołach, parkach i zaułkach ulic.

każdy z trojga bohaterów ma coś za skórą. wzajemnie się uzupełniają swoją grą na emocjach. pragną jednego, robią drugie. godzą się na dany stan rzeczy, by za chwilę wszystko zburzyć i zacząć od nowa. niezbadane są ludzkie zachowania, a pozostaje pytanie, co by tu zrobić, żeby był wilk syty i owca cała.

książkę czytało się jednym tchem. opisywanie jej poszło mi o wiele gorzej.

ocena: 4,5/6.

czwartek, 04 marca 2010
prowadź swój pług przez kości umarłych - olga tokarczuk

plugjanina duszejko nie lubi, jak się do niej zwraca po imieniu. uwielbia za to astrologię i pała wielką miłością do zwierząt. do szczęście potrzebne są jej daty urodzenia napotkanych osób, żeby mogła przewidzieć bądź wyłumaczyć, dlaczego czyjeś życie (albo i śmierć) było takie, a nie inne. większość osób uważa janinę duszejko za wariatkę, której na starość jedynym zajęciem jest stawianie horoskopów i stawaniem w obronie zwierząt.

wbrew pozorom pani duszejko nie jest samotna. co piątek odwiedza ją były uczeń dyzio, z którym wspólnie tłumaczy williama blake'a. w sąsiedztwie mieszka matoga, który jest zamkniętym w sobie, ale poczciwym człowiekiem. w mieście natomiast najbliższą koleżanką bohaterki jest dobra nowina - kobieta pracująca w lumpeksie. wszyscy troje (+nowo poznany mężczyzna - boros - miłośnik chrząszczy) dzielnie troszczą się o panią duszejko. początkowo nie wydaje się, żeby potrzebowała ona pomocy. gdy w dolinie dochodzi do kilku nieprzypadkowych zbrodni, nasza bohaterka twierdzi, że to zemsta zwierząt. niedorzeczne? a jednak po części prawdziwe. ale ciiii... już więcej nic nie powiem, inaczej musiałabym zdradzić, jak skończyła się książka.

moralny kryminał, hm. tak, jestem na tak, pani tokarczuk!

ocena: 5/6.

środa, 10 lutego 2010
pensjonat - piotr paziński

pensjonat"chodziłem więc alejkami i nazywałem każdą sosnę i każdą gałązkę wrzosu. nie wiem, czy sam wymyślałem te imiona, czy raczej je tam odnajdywałem, przysypane ziemią, między kępkami trawy, podrzucone zawczasu, wiele lat przed naszym spacerem. i patrzyłem potem, jak o świcie, ze wschodem słońca, gdy jego pierwsze promienie muskały nieśmiało korony sosen, ogród zapełnia się imionami, zapełnia się nimi po brzegi, aż do ostatnich granic, a potem rozszerza się i obejmuje cały nieznany mi świat. i stoi przed pensjonatem, przed gankiem a stacją kolei, tłum ciotek i wujków, stoją tuziny panów leonów, panów abramów i sobowtórów doktora kahna, zastępy koleżanek babci, kuzynów dziadka i wujka motii i wszystkie ciotki pani cukiermanowej. stoją i patrzą na mnie, gdy dzień jeszcze stapia się z nocą, na krawędzi ciemności, która przelewa się nad otchłanią czarnymi falami."

poniedziałek, 31 sierpnia 2009
margot - michał witkowski

margotzacznijmy od tego, że lubiewo było genialne. skrojona na miarę książka, gdzie wszystko do siebie pasowało, a z drugiej strony wprowadzała taki chaos, zamęt i obrzydzenie, że nie można się było od niej oderwać. to tyle na temat lubiewa, w ramach wstępu.

margot trochę kuleje. owszem, wyobraźnia autora jest nieograniczona, a kartki aż kipią ironią i śmiechem, ale co z tego pozostaje po przeczytaniu? jak dla mnie, niewiele.

najbardziej podobał mi się wątek niepełnosprawnej asi, która kupuje cb-radio na allegro i zaczyna karierę jako św. asia od tirowców - asia wysłucha, doradzi, pomoże, tylko nikt nie wie, gdzie jest i jak wygląda, aż do czasu...

witkowski ma głowę nie od parady. wydaje się być najbardziej zdystansowanym człowiekiem na świecie i potrafi to wykorzystać w swoich książkach, a te dzięki niemu zyskują na świeżości.

nie wiem, nie wiem, margot mnie nie powaliła na kolana. napisana jakby na jednym wydechu wydała się być niedostatecznie atrakcyjna. może to dlatego, że czytałam ją wracając z poznania z koncertu radiohead, mając w głowie zupełnie inne emocje.

ocena: 3/6.

Zakładki:
ślady istnienia
też czytają
Przeczytane 2009
Przeczytane 2010