piątek, 10 września 2010
ona śpiewała bolera - guillermo cabrera infante

boleraguillermo cabrera infante to jeden z najwybitniejszych pisarzy kubańskich, który spędził 40 lat na emigracji. posiadanie jego utworów na kubie nadal grozi nałożeniem sankcji. jego twórczość u nas w polsce nie była także długo znana, dopiero parę lat temu pojawił się pierwszy zbiór esejów mea cuba.

ona śpiewała bolera to tak naprawdę dwie historie, dwa opowiadania, dwie kobiety, których jedynym wspólnym elementem była scena.

pierwsza historia to jeden rozdział z powieści hawana dla zmarłego infanta z 1979 roku i opowiada o aktorce, o amazonce, o uzbrojonej po zęby kochance, o pięknej i podstępnej margaricie posiadającej wiele imion i wiele wcieleń. to też opowieść o autorze, który przeżywa miłosne rozkosze i nie potrafi się uwolnić od oplatającej go z każdej strony zagubionej kobiety. druga historia jest o la freddy, czarnej śpiewaczce o monstrualnym ciele i pięknym głosie. z jednej strony jest niezwykle odpychająca, by za chwilę przyciągnąć do siebie cudownymi dźwiękami, które są wielu inspiracją. ten wątek pojawił się w powieści zatytułowanej tres tristes tigres z 1967 roku.

chyba bardziej podobał mi się pierwszy wątek, może dlatego, że był bardziej rozbudowany, pełen niepewności, dialogów udręczonych, którzy z tego stanu pragnęli uwolnić siebie nawzajem. w drugiej części byłam myślami bardziej przy muzyce niż przy bohaterach.

jest to poniekąd literatura knajpiana, w której bohaterami są również miejsca spotkań bohaterów. w tym wypadku najważniejszym bohaterem jest samo miasto - havana - pełna życia, muzyki, ale też nostalgii, zwłaszcza po rewolucji. wszystko to zgrabnie się prezentuje w tym krótkim zbiorze. można zanurzyć się w namiętności, w havanie, w muzyce, w nocy, które stanowią niezaprzeczalną wartość dla autora.

ocena: 3,5/6.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010
moja wina, bo tańczyłem cza-czę - guillermo cabrera infante

czaczazaostrzył mi się apetyt. połknęłam te trzy opowiadania i czuję niedosyt. poszperałam w necie, co by tu jeszcze pana guillermo cabrera infante przeczytać, bo na tej jednej książeczce na pewno się nie skończy.

trzy krótkie opowiadania zawarte w niecałych stu stronach. miejsce akcji każdego z nich to (ta sama?) restauracja w hawanie. trzy rozmowy, trzy różne spojrzenia na ten sam moment, na grzech, na deszcz, na reżim. pierwsze dwie historie dotyczą jednej zakochanej w sobie (albo udającej zakochanie) pary, tylko jedno opowiadanie poniekąd uzupełnia drugie i inaczej się kończy.

w każdej rozmowie lub jej części towarzyszy rytm muzyki - bębnów, bolera, czaczy, a czacza najbardziej widoczna jest w ostatnim i jednocześnie najdłuższym opowiadaniu. to taniec, co nie ma sobie równych. taniec, który narodził się w czasach dyktatury, który jest symbolem socjalistycznej kuby. narrator w tej ostatniej historii zgrabnie porusza się pomiędzy obserwacją pięknych kobiet, czytaniem książki a rozmową z funkcjonariuszem nowego reżimu. pojawia się tu mnóstwo dygresji, nawiązań do innych pisarzy, artystów i ich sztuki.

tak naprawdę to mało słów w tej książeczce, by móc ją ocenić, ale wiem, że poczułam ten rytm i chcę jeszczę. takich narracji, takich dialogów i samej kuby.

ocena: 4/6.

poniedziałek, 15 lutego 2010
dlaczego kochamy kobiety - mircea cărtărescu

dlaczegoprzyjemna literatura to jest to, czego w ostatnim czasie mi potrzeba, a mircea cărtărescu ze swoimi felietonami idealnie wpasowuje się w moje potrzeby, zwłaszcza że wywołuje przy tym uśmiech i wprowadza dystans pomiędzy relacje damsko-męskie.

dlaczego kochamy kobiety to zbiór opowiadań, które łączy świadomość, że bez kobiet te historie nie miałyby miejsca, a nawet jeśliby miały, to nie byłyby tak interesujące. autor pokazuje nam spektrum swoich doświadczeń z kobietami, począwszy do kontaktu z matką, poprzez swoje pierwsze kontakty miłosne i seksualne, skończywszy na obserwacji fascynujących go kobiet. chociaż tych kobiet nie było wiele, wydaje się, że cărtărescu zna odpowiedź na pytanie(?) zadane w tytule i wcale nie musi przekonywać nikogo, że ma rację, a robi to jedynie dla zabawy i z chęci przypomnienia sobie tych wszystkich doświadczeń.

ja to przyjmuję i pozwalam sobie towarzyszyć mu w tej podróży po swoim życiu. najbardziej podobało mi się przy opowiadaniach: iryski, papierowy diabeł, wieczór który zapada, nabokow w braszowie, złota bomba.

czwartek, 22 października 2009
ostatnie dni - joyce carol oates

ostatnie dnipani oates siedziała mi w głowie od dłuższego czasu. ostatnio nadarzyła się okazja, by dostać jej książki, zatem postanowiłam zacząć od opowiadań. tak na pierwszy ogień. krótkie formy, powinno być nieźle, zwłaszcza, że na czwartej stronie okładki wydawca pisze o pani -  w y b i t n a.

wybitnie to mi się tego nie czytało, zdecydowanie. co dwie minuty odkładałam książkę i próbowałam ukryć ziewanie i to wcale nie dlatego, że działo się to na porannym wykładzie.

nie mam prawa oceniać twórczości pani oates na podstawie jednego zbioru opowiadań. końcówka książki trochę otworzyła moje zamglone oczy, jednak to trochę za mało, by móc wypowiadać się o całości pozytywnie.

jak dobrze, że należę do tych naiwniaków, co dają drugie szanse, zatem to nie są moje ostatnie dni z panią oates, jednakże będę ostrożna przy następnym wyborze.

ocena: 2/6.

niedziela, 23 sierpnia 2009
insekt - claire castillon

insektdziewiętnaście opowiadań. dziewiętnaście różnych historii, które łączy jeden motyw - relacja matki z córką.

szczerze, jestem zachwycona. zachwycona panią castillion (swoją drogą piękna kobieta!), zachwycona jej pisaniem. zazdroszczę jej zdolności pisania o życiowych tragediach w sposób lekki i łatwy do czytania.

umówmy się, każda ta historia jest swoistym wirusem atakującym nasze wnętrze. wkrada się niespodziewanie i zostawia ślady. każda kobieta jest czyjąć córką, dlatego treści zawarte w tych opowiadaniach mogą łatwo się urzeczywistnić. i to jest w tym wszystkim najsmutniejsze.

pośród ludzi nie ma prostych relacji, prostych rozwiązań. te matki i te córki uciekają się do podstępów i manipulacji, by czegoś nie stracić, by coś zyskać. i wcale nie musi być to świadome działanie, a im mniej świadome, tym trudniej nad nim zapanować.

ocena: 6/6.

Zakładki:
ślady istnienia
też czytają
Przeczytane 2009
Przeczytane 2010