sobota, 18 grudnia 2010
szklany klosz - sylvia plath

szklanyokreślenie poeci przeklęci od zawsze otwierało w moim sercu drzwiczki i powodowało, że wpuszczałam do niego smutne (i tragiczne) historie. czytałam wiersze sylvii plath, widziałam o niej film, a dopiero teraz uparłam się, żeby przeczytać szklany klosz - powieść, którą wydano miesiąc przed samobójczą śmiercią autorki.

esther greenwood przyjeżdża do nowego jorku na miesięczny staż w redakcji. wydaje się, że młoda dziewczyna jest na dobrej drodze, by zrobić karierę i spełnić swoje marzenia. owszem, esther jest trochę odizolowana, nie korzysta z nocnych zabaw tak jak jej koleżanki, nie planuje ślubu ani dzieci tak jak większość jej rówieśniczek, nie ze wszystkimi potrafi się dogadać, ale tak naprawdę wydaje się nie mieć większych problemów ze sobą czy w relacjach z innymi.

początkowo zastanawiałam się, o co chodzi w tej książce, gdzie są dowody na feministyczną stronę tej powieści, gdzie te depresyjne myśli i próby samobójcze. nagle ze strony na stronę poczułam silne uderzenie emocji. powoli budowane napięcie spowodowało, że w pewnym momencie pomyślałam sobie: ..teraz się zacznie. i się zaczęło.

dla człowieka siedzącego pod szklanym kloszem, znieczulonego na wszystko, zatrzymanego w rozwoju jak embrion w spirytusie, całe życie jest jednym wielkim złym snem.

- to zdanie chodziło za mną jak cień. do tej pory znałam jedynie kontur tego cienia, teraz po przeczytaniu szklanego klosza jestem o krok bliżej do sylvii plath i chciałabym iść tą drogą dalej poprzez jej dzienniki. jednym słowem, jestem bardzo poruszona tą powieścią, bo osobą sylvii plath byłam poruszona już od dawna.

ocena: 6/6.

niedziela, 14 listopada 2010
mała ikar - helen oyeyemi

malaikarzapętliłam się w moją ulubioną serię z miotłą. tym razem jest to historia ośmioletniej jessamy harrison, której ulubionymi zajęciami jest przebywanie w szafie, czytanie szekspira oraz pisanie haiku. jess nie ma przyjaciół, większość czasu spędza samotnie, a kontakty z innymi rówieśnikami jedynie wspomagają jej ataki histerii, na które cierpi.

rodzicami jess są anglik i nigeryjka. po kolejnym ataku dziewczynki, rodzice postanawiają wyjechać do nigerii, by ich córka poznała rodzinę i krewnych swojej matki, mając również nadzieję, że ten wyjazd wpłynie pozytywnie na dziecko. wycieczka ta jednak sprawia, że jess nawiązuje kontakt z dziwną dziewczynką tillytilly, która obiecuje się z nią zaprzyjaźnić i zabiera ją w różne nieznane miejsca. pobyt w nigerii jednak szybko się kończy, więc jess wraca do anglii, myśląc że już więcej nie zobaczy 'przyjaciółki'. okazuje się jednak, że tillytilly również i tam się pojawia. cały szkopuł w tym, że tylko dla jessy jest widzialna i słyszalna. tym razem tillytilly pokazuje swoje niebezpieczne oblicze, podjudzając jess do różnych występków i negatywnie wpływając na jej zachowanie.

magiczna to książka, pełna dylematów związanych z dorastaniem, z szukaniem własnej drogi, która nierzadko skrywa mroczne sekrety. czytając małą ikar, początkowo przychodziła mi na myśl powieść strasznie głośno, niesamowicie blisko foera, może przez główną postać dziecka, próbującego odkryć rodzinne tajemnice.

bez wątpienia jest to powieść godna polecenia. helen oyeyemi napisała tę debiutancką książkę, będąc jeszcze w liceum. w ciągu kilku miesięcy dzieło zyskało uznanie wielu wydawców z siedemnastu różnych krajów. z chęcią przeczytam jej kolejne książki. mam nadzieję, że będą równie wciągające i poetyckie jak mała ikar.

ocena: 5/6.

czwartek, 11 listopada 2010
przypomnij sobie - elina hirvonen

przypomnijksiążka, która na pierwszych stronach nawiązuje do virginii woolf i jej tragicznego utopienia z kamieniami w kieszeniach, sprawia że pomiędzy mną a bohaterką nawiązuje się nić sympatii, a nawet porozumienia. z drugiej strony moje oczekiwania rosną i mam nadzieję, że to zapowiedź czegoś pełnego wrażliwości, przede wszystkim p r a w d z i w e g o, tymczasem dostaję historię trojga pogubionych bohaterów, których życie jest tak tragiczne, że aż wydaje się fałszywe.

elina hirvonen zadebiutowała tą wielokrotnie chwaloną powieścią. na prawie dwustu stronach mamy doczynienia z anną, którą otaczają dwaj mężczyźni, brat jonasz, przebywający w szpitalu psychiatrycznym i ukochany ian, który po ataku 11 września wyjechał do finlandii, by uciec od wszechobecnej tragedii.

anna jest najsilniejsza z nich wszystkich, pomimo iż ciągle ma w głowie historie z dzieciństwa, w których skrzypce grał apodyktyczny ojciec. ona zaś przypisywała sobie rolę nosicielki pokoju. jonasz jednak nie miał w sobie tyle siły, by pogodzić się z tym, co bolało jego neurotyczne serce. jedyne nadzieje pokładał w siostrze i u niej szukał akceptacji, zwłaszcza będąc w szpitalu psychiatrycznym. anna natomiast w swoim dorosłym życiu próbowała odciąć się od kłębiących się w głowie lęków. jako studentka literatury poznaje wykładowcę iana i w jej okaleczonym sercu budzą się uczucia. staje się opiekunką mężczyzny, który okazuje się mieć w sobie rzekę rozpaczy trudną do zatrzymania.

wszystkie uczucia w tej książce wiążą się z jakimiś krzywdami. to, co mi się najbardziej podobało w tej powieści to ciągłe przypominanie autorki, że nie można uciec od przeszłości, bo ona wraca w najmniej spodziewanym momencie, a wtedy jest jeszcze trudniejsza do okiełznania. przeszłość trójki bohaterów dusi ich niemiłosiernie i nie pozwala się wyplątać ze swoich sideł. ciężkie historie. chociaż nie do końca mnie przekonały, to polecam z tego względu, że mogą spowodować swego rodzaju katharsis u czytających.

ocena: 3,5/6.

poniedziałek, 01 listopada 2010
tańcz, tańcz, tańcz - haruki murakami

tanczpo przygodzie z owcą wiedziałam, po którą powieść murakamiego sięgnę następny razem. tańcz, tańcz, tańcz jest jedną z trzech książek należących do trylogii szczura (trzecia niewydana jeszcze w polsce) i nawiązuje do człowieka-owcy, przypomina o dziewczynie o pięknych uszach imieniem kiki, a przede wszystkim wraca do głównego bohatera, dziennikarza samotnika, który jest coraz bardziej znudzony swoim życiem i postanawia wrócić do hotelu pod delfinem, w którym przebywał przed laty (i odkrywał przygody z owcami), a wewnętrzny głos podpowiada mu, że tam znajdzie odpowiedzi na nurtujące go pytania o sens swojego życia.

to nawet nie jest skrót tej historii, która toczy się na wielu poziomach i w każdym momencie powieści można się zatrzymać i traktować poszczególne fragmenty jak swoiste perełki. najbardziej lubiłam spotkania i rozmowy głównego bohatera z yuki, trzynastoletnią dziewczynką, którą poznaje w hotelu i dziwnym zbiegiem okoliczności musi się nią zaopiekować. obydwoje przypadają sobie do gustu i nawiązuje się pomiędzy nimi nić przyjaźni wsparta paranormalnymi przeczuciami i twierdzeniem, że obydwoje nie są normalni, aczkolwiek mają dobre intencje i dbają o siebie wzajemnie.

dawkowałam sobie tę przyjemność czytania, bo nie chciałam, żeby się za szybko skończyło. chociaż nie jest to lektura krótka, to można ją pochłonąć w kilka wieczorów. murakami staje się moim coraz większym kumplem, zwłaszcza z każdą przeczytaną przeze mnie jego powieścią. teraz pozostaje mi czekać do 10 listopada na nową historię.

ocena: 5/6.

 

wtorek, 05 października 2010
być przez chwilę sobą - philippe besson

bessonto moje drugie spotkanie z bessonem (pierwsze były niepewne dni) i muszę przyznać, że tym razem było ono niezwykle interesujące, z naciskiem na wyżej wymieniony przysłówek. długo odkładałam tę książkę, gdyż bałam się, że to będzie historia ciągnąca się jak flaki z olejem: małe miasteczko, nic się nie dzieje, mieszkańcy wiodą pełne spokoju życie i tak dalej, i tak dalej. otóż nic z tych rzeczy! ta powieść zachwyca już od pierwszych stron, zarówno dojrzałością autora, jak i wrażliwością widoczną tekście oraz w samych bohaterach.

historia zaczyna się od powrotu do miasteczka thomasa, który przez pięć lat przebywał w więzieniu. zbrodnia, którą popełnił (lub której nie popełnił) wisi nad nim jak czarna chmura, a mieszkańcy nie dają mu o niej zapomnieć i dziwią się, co mężczyznę sprowadza do falmouth, skoro nie jest tu mile widziany. thomas jednak próbuje uwolnić się od przeszłości poprzez rozmowy z tymi, którzy nie oceniają go negatywnie. najważniejsze jednak okazuje się czekanie, które sprawi, że główny bohater odnajdzie swoją drogę.

to, co mnie najbardziej urzekło w tej książce to wchodzenie wgłąb, odkrywanie poszczególnych sekretów, szukanie w głowach bohaterów właściwej drogi, a niekoniecznie prostych, gotowych rozwiązań. forma książki sprzyja odkrywaniu tajemnic. krótkie, często urywane akapity, które same w sobie stanowią językową wartość. tak, bardzo mnie poruszyła ta książka, szczerze polecam wrażliwcom.

ocena: 5,5/6.

piątek, 24 września 2010
żona adama - monika rakusa

żona adamazachwyciłam się. na takie książki czekam i jestem wdzięczna za niemożliwość uwolnienia się od nich. już jakiś czas temu próbowałam dorwać żonę adama, ale szybko zniknęła z księgarnianych półek (w sumie to nie dziwię się dlaczego) i dopiero ostatnio natrafiłam na jeden egzemplarz.

trochę bałam się, że książka ta będzie podobna do nielegalnych związków grażyny plebanek, a nie miałam akurat ochoty na męskie dywagacje dotyczące związków i problemu: żona czy kochanka. z drugiej strony nie potrzebowałam także lekkiej lektury, a żona adama zdecydowanie taką nie jest, wręcz przeciwnie - to pięknie opisane studium kobiecej psychiki, często zewnętrznie ograniczanej, tłamszonej bądź niedocenianej. autorka jest z zawodu psychologiem, czego nie da się ukryć, czytając tę powieść. jest tu mnóstwo reakcji, opisów zachowań czy chociażby nazwy chorób, które dręczą bohaterów.

powieść zaczyna się od śmierci tytułowego adama. oprócz rodziców i przyjaciół mężczyznę opłakują dwie żony, pierwsza była żona rita i druga obecna żona anna. to dwie z pozoru skrajne postaci, które nigdy wcześniej się nie poznały. rita to femme fatale, kobieta, która doskonale wie, czego chce, która robi wszystko, by zostać zauważoną, niezapomnianą. anna natomiast to szara myszka, której z góry zaplanowano życie, a jej zadaniem było tylko ten plan wypełnić. całe życie z boku, udając kogoś kim się nie jest, byle tylko zostać zaakceptowaną. każda z kobiet ma za sobą rząd rodziców z problemami, tragiczne wydarzenia związane z ciążą i okazuje się, że więcej je łączy niż dzieli, a już na pewno łączył je egocentryczny adam, którego śmierć przyniosła im wiele cierpienia, ale też wiele swobody i kobiecej wolności.

ocena: 6/6.

niedziela, 06 czerwca 2010
samotność liczb pierwszych - paolo giordano

samotnoscliczby pierwsze. liczby oswojone ze swoim losem, z niemożnością połączenia się z innymi liczbami. stojące w szeregu, oddzielone przynajmniej jedną liczbą - liczby bliźniacze. liczby jak ludzie, którzy pomimo że są obok siebie, dzieli ich przestrzeń, tajemnica, zobowiązania czy umiejętności porozumienia się. ich drogi się rozchodzą, bo nie potrafią na siebie spojrzeć na tyle wymownie, by skłonić drugie do pozostania. boją się. odchodzą i w tej samej chwili tego żałują, bo czuje się zapach strachu w powietrzu. wszechobecny strach, który nie pozwala się zbliżyć. kilka sekund, które decydują o wszystkim i lata konsekwencji, które uwierają i chociaż można się przyzwyczaić, to jednak wiercą dziurę w brzuchu, prosto przez serce.

ponieważ - choć bał się do tego przyznać - kiedy był z nią, wydawało mu się, że warto robić wszystkie te normalne rzeczy, które robią normalni ludzie.

i chociaż serce zrobi wszystko, żeby zatrzymać krew dla siebie, i pozwala reszcie zamarznąć, to jest na tyle pełne wolnej woli, że nie podąży za tym czego pragnie, ale zwróci się w przeciwną stronę. po odpowiedniej dawce upokorzeń człowiek już nie słucha serca. postanawia zostać liczbą pierwszą.

ocena: 4,5/6.

p.s. przeczytałam tę powieść dzięki dorocie, która przesłała mi książkę w ramach blogowej akcji przeciw samotności zorganizowanej przez wydawnictwo W.A.B. zgodnie z założeniem przekazuję ją dalej - do izusr.

niedziela, 07 lutego 2010
wszystko jest możliwe - magda papuzińska

wszystkotakie książki powinno się zostawiać na ławkach w parku, na przystankach autobusowych, w przedziałach w pociągu. nie po to, żeby się ich pozbyć, ale po to, żeby jak najwięcej osób mogło po nie sięgnąć i przeczytać.

historia napisana oczami jasia, który chociaż jest niepełnosprawny, wcale nie jest tylko rośliną, którą trzeba podlewać(karmić) i wystawiać na słońce, jakby się mogło niektórym wydawać. jest on pełnowartościowym człowiekiem, którego trzeba dostrzec, tak jak znajduje się ukryty na wyspie skarb.

jaś nie ma w sobie żadnych złych uczuć, żadnego żalu czy pretensji. radość znajduje w prostych rzeczach, w świeżym powietrzu pod akacją, w uroczym przywitaniu 'cześć, jasiu' czy matczynym pożegnaniu 'dobranoc, żółwiku'. potrafi cieszyć się, kochać, a nawet zmieniać bieg wydarzeń, bo przecież... wszystko jest możliwe.

gdy dostałam tę książkę w swoje ręce, od razu pomyślałam o oskarze i pani róży. jeśli komuś się podobała powiastka pana schmitta, ta również powinna przypaść do gustu, a jeśli nie - to i tak polecam, bo takie utwory czytać warto, w każdym momencie swojego życia.

ocena: 5/6.

czwartek, 29 października 2009
zaplecze - marta syrwid

zapleczezacznijmy od tego, że bardzo lubię serię z miotłą, do której należą książki napisane tylko i wyłącznie przez kobiety. poruszane w nich tematy dotyczą często spraw trudnych, zawikłanych relacji międzyludzkich, jak i stosunku do samego siebie. tym razem chodzi przede wszystkim o to ostatnie, a problemem, który krąży wokół bohaterki jest anoreksja - choroba duszy - jak o niej pisze marta syrwid.

klara chciałaby być manekinem. nie czuć, nie myśleć, nie jeść. być oglądaną, podziwianą, a przede wszystkim kochaną. wewnątrz jej osoby kłębią się myśli pochłonięte przez jedzenie. to jedyna rzecz, którą jest w stanie kontrolować i która daje jej jakąkolwiek siłę. wątłą, ale siłę.

poetycki język to główna zaleta tej książki. temat dość oklepany, ale właśnie dzięki tej poetyzacji książka nabiera wartości i chyba tylko dlatego po nią sięgnęłam.

ocena: 3,5/6.

poniedziałek, 19 października 2009
złoty notes - doris lessing

złoty notesuniwersalność złotego notesu polega na tym, że jednocześnie i analogicznie kryzys osobowościowy może stać się kryzysem ideologicznym, politycznym, światopoglądowym.

powieść osadzona w czasach emancypacji kobiet spowodowała, że stała się ona hymnem feministek. jednak jak przekonuje autorka - nie było to jej głównym celem. doris lessing oznajmia we wstępie, że pisanie tak ją pochłonęło, że nie myślała o tym, jak zostanie odebrana ta książka. jest w niej wiele kobiecych emocji, jednak nie jest to traktat o wojnie płci, jak ją początkowo odebrano.

główną bohaterką jest anna, kobieta dojrzała, niezależna finansowo, świadoma swojej kobiecości i seksualności. najbardziej osobiste wydają się być jej spotkania i rozmowy z przyjaciółką molly. praktycznie połowę książki pokreśliłam na czerwono z uwagi na trafne komentarze i osądy. pomiędzy tymi częściami, zatytułowanymi kobiety wolne, znajdują się notesy. autorka użyła w nich wiele konwencji literackich, dzięki czemu ukazane zostało całe spektrum emocji i zdarzeń. struktura książki świadczy o tym, że nie należy niczego szufladkować ani oddzielać.

autorka jest świadoma swojej wielowątkowości, swojej skomplikowanej osobowości, która nie ogranicza się do jednego spojrzenia na rzeczywistość, lecz mnoży ją, rozkłada na części pierwsze, rozrzuca po podłodze i nieustannie próbuje się pozbierać. dzięki temu poczułam się oswojona.

ocena: 5/6.

 
1 , 2
Zakładki:
ślady istnienia
też czytają
Przeczytane 2009
Przeczytane 2010