środa, 22 września 2010
pył - john fante

pyłfiodor dostojewski był inspiracją dla johna fantego, a ten zaś natchnieniem dla charles'a bukowskiego. doborowe towarzystwo, więc sukces murowany, a sam pył uznaje się za jedną z lepszych amerykańskich książek o miłości. co ja na to? na usta ciśnie mi się jedno wielkie: no nie wiem, bo chociaż czyta to się przyjemnie, to wielkiej rewolucji, napięcia czy chociaż wspomniango uczucia tutaj nie widzę.

arturo baldini jest początkującym pisarzem, trochę irytującym, zadufanym w sobie człowiekiem, który na pierwszy rzut oka pragnie wyleczyć się z kompleksów, próbując napisać coś, co rzuci wszystkich na kolana, a z niego zrobi wielkiego artystę. prawda jest taka, że pisanie za bardzo mu nie idzie, mieszka w hotelu, zalega z czynszem i modli się o cud, który sprawi, że skończą się zarówno jego problemy finansowe, jak i te związane z kobietami.

póki co arturo niewiele ma doświadczenia z płcią przeciwną. więcej dzieje się w jego głowie niż w rzeczywistości, a gdy poznaje w kawiarni kelnerkę camillę, zupełnie traci dla niej głowę i zaczyna grę, której celem jest zawładnięcie dziewczyną. jego sposoby podrywu nie są tradycyjne, a camilla nie wydaje się osobą, którą łatwo zmanipulować (przynajmniej przez baldiniego). następuje ciężka przeprawa pomiędzy bohaterami, którzy jednocześnie przyciągają się i odpychają.

końcówka powieści nabiera charakteru. początkowo baldini wydawał mi się taki niezdecydowany, egzaltowany i zupełnie nieogarnięty, jednak im dalej w las, tym łatwiej go polubić, by ostatecznie stwierdzić, że to porządny człowiek, któremu poniekąd zabrakło szczęścia w życiu.

na podstawie powieści nakręcono film pytając o miłość z collinem farrellem i salmą hayek. jeszcze nie widziałam, ale mam zamiar nadrobić.

ocena: 4/6.

niedziela, 19 września 2010
za rzekę, w cień drzew - ernest hemingway

za rzekętwórczość hemingwaya znałam jedynie z czasów szkolnych. od dawna sobie mówiłam, że jeszcze po niego kiedyś sięgnę i to kiedyś trochę się przeciągało. przez przypadek trafiłam na za rzekę, w cień drzew i bez wcześniejszej znajomości utworu zaczęłam czytać.

tak samo jak wiele innych utworów hemingwaya tak i ten oparty jest na jego osobistych doświadczeniach. główny bohater to schorowany 50-letni pułkownik zakochany w młodziutkiej włoszce, która również darzy go pełnym oddania uczuciem. cały środek powieści to dialogi pomiędzy ukochanymi, którzy na każdym kroku zapewniają siebie o swoich szczerych uczuciach, pragnieniach i obawach dotyczących śmierci, wojny, rozstania. rozmowy te pełne są uprzejmości, jednak słodycz tę niweluje wizja rozstania oraz atmosfera wojny i przeżyć z nią związanych.

tęsknota za tak wszechogarniającym uczuciem to główna zaleta tej powieści. nieistotne tym razem są różnice pokoleniowe, narodowościowe czy chociażby charakteru. ten romans pomiędzy oddanymi sobie ludźmi istnieje, nawet jeśli tylko w głowie pisarza, bo w rzeczywistości hemingwayowi nie udało się utrzymać tego związku. a zwrot córeczko, jakim najchętniej posługiwał się pułkownik, mówiąc do swojej kochanki, urzekał mnie za każdym razem, kiedy pojawiał się w tekście.

ocena: 4/6.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010
splendor - vladimir nabokov

splendorod wydawcy:

nieznana u nas dotąd powieść vladimira nabokova (1899-1977), napisana w roku 1930. sam autor w jednym z wywiadów umieścił ją wśród swych trzech najlepszych powieści rosyjskich, a jej bohatera nazywał jednym ze swych ulubionych. rzecz o człowieku, którego marzenia się spełniają, o pokonywaniu strachu i bezinteresownym wyczynie, okupionym zapewne śmiercią. z utworów nabokova splendor wydaje się najbliższy wzorom klasycznej powieści rosyjskiej, ale zarazem silnie przesycony jest tym, co u tego pisarza jedyne i niepowtarzalne.

dużo podróży po świecie, bohater, którego imię oznacza męczennik, parę chwil romansu, jedna wielka miłość, sonia, ich zoorlandia, odwaga, splendor. i przede wszystkim rosja. ukochana rosja.

dziś jeszcze krócej niż zwykle, bo czasu nie ma, a kolejny tydzień się kończy. dobrze, że jest wstęp i posłowie, gdyż pozwalają więcej zrozumieć i dostrzec wszelkie odwołania i symbole.

ocena: 4/6.

środa, 18 sierpnia 2010
polowanie na obłoki - igor kulikowski

polowanieida: ma orzechowe włosy i dziurę w brodzie(...). lubi być dziecinna, robić łańcuszki ze spinaczyalbo ususzonych pestek jabłka. łapać na rękaw płatki śniegu i zachwycać się ich kształtami. siedzieć w oknie, kiedy pada deszcz i mieć herbaciany nastrój. chodzić ostrożnie i powoli po świeżym śniegu.

tobi: ma oczy koloru ciemnego miodu i jest czarodziejem. zamienia łzy w pestki jabłka i chowa je do kieszeni. lubi wychodzić nocą na plac zabaw i huśtać się na huśtawce. lubi zamykać powieki i myśleć o morzu. lubi też dźwięk pozytywki z pokoju idy(...). nikt nie potrafi go dotknąć.

jest jeszcze chłopiec z szafy, marianna, arachiel, gemma i inni. jest poszukiwanie przyjaźni, chwytanie się resztkami sił (i łez) swoich pragnień, jest próba dotarcia do innych ludzi, jednocześnie odsuwając się jak najdalej tylko można. jest smutno, ale piękny ten smutek. dla wrażliwych.

ocena: 5,5/6.

śniadanie u tiffany'ego - truman capote

sniadanieod dawna chodziło mi po głowie przeczytanie tej historii i stwierdziłam, że w te wakacje nie odpuszczę. chociaż ta powieść (bardziej nowela?) ma tylko 90 stron, od wielu lat przyciąga czytelników, a może bardziej filmowych wielbicieli audrey hepburn, którzy jednoznacznie kojarzą ją z postacią holly golighty.

trzbea przyznać, że capote pisze przejrzyście, myśli same tworzą się w zdania i czyta się to świetnie. główna bohaterka jest wieczną podróżniczką, która ucieka od stabilności i szuka szczęścia pośród bogatych, powiązanych z mafią, mężczyzn. jest przy tym rozbrajająco szczera, pełna uroku, odważna i przede wszystkim wierna sobie. ciągle w podróży, ma wielu wielbicieli, którzy oddaliby wszystko za jej uśmiech, cokolwiek, czym by ich obdarowała. holly jednak wie, czego nie chce i uparcie dąży do swego szczęścia. zaprzyjaźnia się ze swoim sąsiadem, którego nazywa fredem, na cześć swojego brata. fred jest narratorem w tej minipowieści i z wielką przyjemnością i jednocześnie tęksnotą opisuje historię holly.

w tym wydaniu zostały również zawarte trzy inne opowiadania. dom z kwiatów opowiada o dziewczynie, która będąc damą do towarzystwa poznała wieśniaka, pokochała go i natychmiast zostawiła dla niego wszystko. dla miłości była gotowa znieść wszelkie upokorzenia. diamentowa gitara i bożonarodzeniowe wspomnienia to dwie historie, które mówią o tęsknocie za tym, czego się nie ma lub co gorsza, co się utraciło. wszystko napisane w tym samym słodko-gorzkim klimacie.

ocena: 5/6.

piątek, 09 lipca 2010
póki rekin śpi - milena agus

rekinbałam się tej książki. podchodziłam do niej ostrożnie, powolutku, nieśmiało. naczytałam się, że ta powieść boli i swędzi, a mi udało się przejść przez nią trochę łagodniej i jakby z poczuciem ulgi, że nie wszystko stracone, że jest jakieś wyjście. owszem, to nie jest historia pełna szczęśliwych i radosnych chwil, ale przecież to takie życiowe (ludzkie?) popełniać błędy albo co gorsza 'dostawać czyjeś błędy', bo nic innego ktoś nam dać nie może. inną sprawą jest zgoda na takie życie, ale o tym wszystkim się tak prosto tylko mówi.

w naszym domu każdy ma obsesję na jakimś punkcie: dla mamy to uroda, dla taty ameryka południowa, dla mojego brata doskonałość, a dla ciotki narzeczony.

ja wymyślam opowieści, bo kiedy tutejszy świat mi się nie podoba, przenoszę się do mojego i bardzo mi tam dobrze.

mnie dobrze było, że mogłam zajrzeć do świata 18-letniej narratorki, bo chociaż świat ten razi w oczy i otwiera zabliźnione rany, to jednak bije z serc bohaterów dobroć i potrzeba naprawy tego, co się jeszcze da naprawić.

nie umiem więcej napisać o tej książce. po prostu była taka moja.

ocena: 5,5/6.

niedziela, 13 czerwca 2010
sprawa niewiernej klary - michal viewegh

klarajakież przyjemne to było spotkanie z tym czeskim pisarzem! michal viewegh potrafi zaczarować swoim lekkim piórem, nietuzinkowym (czeskim!) humorem i trafnymi spostrzeżeniami. za mną więcej obejrzanych czeskich filmów niż przeczytanych czeskich książek, ale właśnie zamierzam to zmienić, a sprawa niewiernej klary mnie w tym postanowieniu utwierdziła.

zaczyna się niepozornie. do agencji detektywistycznej prowadzonej przez denisa (specjalizującej się w zdradzanych małżonkach, partnerach) przychodzi norbert - pisarz, który twierdzi, że chce napisać książkę o wyżej wymienonym fachu. okazuje się to być przykrywką dla niepochamowanej zazdrości mężczyzny, który jest więźniem swojej wyobraźni i ciągle podejrzewa swoją dziewczynę klarę o zdradę. jak przepowiada tytuł książki, podejrzenia okazują się prawdą. swoją drogą - denis ma na nazwisko pravda i taka też jest nazwa jego agencji. jednak tym razem śledztwo nie będzie miało zwyczajnego przebiegu...

viewegh prezentuje w tej powieści dwa podejścia do zazdrości. denis jest przykładem osoby, która akceptuje zdrady swojej żony (a ona jego), co więcej: wiedzą o swoich podbojach i opowiadają sobie swoje doświadczenia. pomiędzy nimi (pozornie?) nie ma zazdrości. zdystansowany detektyw przekonuje chorobliwie zazdrosnego norberta, że zazdrość to stan i ...naprawdę jest raczej przejawem miłości własnej niż do drugiej osoby i że kluczem do całego problemu jest zdolność do prawdziwego uczucia.

w tym wypadku nic nie jest czarne, ani białe, a odcieni szarości 256 i tyle możliwych perypetii pomiędzy bohaterami. gorąco polecam ich kolorowanie!

ocena: 5/6.

czwartek, 20 maja 2010
pożyczona miłość - bridget asher

pozyczonastaram się czytać różne rzeczy, żeby nie popaść w schemat. co prawda, wydaje mi się, że jest coś, co łączy wszystkie wybierane (i przeczytane) przeze mnie książki, ale niech pozostanie to tajemnicą. w każdym razie chciałam pisać o tym, że jeśli w tytule powieść ma słowo 'miłość' to mnie trochę odrzuca od niej. nie mówiąc już o 'pożyczonej miłości', bo jak dla mnie brzmi to zupełnie pretensjonalnie i harlequinowsko. to by było na tyle (nie)konstruktywnej krytyki, zatem zabieram się do merytorycznej oceny powieści.

styl pisania bridget asher znałam z poprzedniej jej książki kwiaty od artiego. pisarka i tym razem udowodniła, że potrafi pisać wdzięcznie, z pewną nostalgią w palcach, bez potrzeby epatowania emocjami, których jest tak naprawdę cały ogrom, ale same wiedzą, kiedy i po co się pojawić na kartach powieści. ładne wzruszenia po prostu przygotowuje dla nas pani asher i wydaje mi się, że przychodzi jej to ze specyficzną lekkością.

tym razem asher postanowiła wziąć na ruszt życie gwen - z pozoru zadowolonej (szczęśliwej to za duże słowo) mężatki, która przypadkiem spotyka byłego chłopaka elliota i (pijanym) zbiegiem okoliczności zgadza się udawać jego żonę przed umierającą matką mężczyzny. wyrusza w podróż (życia) do domu nad jeziorem i odkrywa, że dawne (palące serce i ciało) uczucie wróciło, a dawkowana miłość męża jest tylko bezpiecznikiem, który w każdej chwili może zmienić się w bombę i wybuchnąć. dużo znaków zapytania (i nawiasów) w jej życiu, które powoli zamieniają się w zdania twierdzące.

uczucia pomiędzy trojgiem bohaterów to nie jedyny wątek w tej historii. po spotkaniu elliota i jego umierającej, ale silnej matki, nasza bohaterka odkrywa również emocje związane ze śmiercią swojej mamy, która zginęła, gdy ta była małą dziewczynką. gwen nie wiedziała o matce nic poza paroma szczegółami, które udało jej się wydusić od ojca. pomiędzy ojcem a córką krążyły niepewne wspomnienia i żadne z nich nie odważyło się wyjaśnić sobie pewnych spraw. aż do czasu...

dziś znalazłam zdjęcie, które kojarzy mi się z gwen i elliotem, spedzającymi czas w domku nad jeziorem. lubię takie zbiegi okoliczności (w które oczywiście nie wierzę).

ocena: 4,5/6.

wtorek, 17 listopada 2009
strasznie głośno, niesamowicie blisko - jonathan safran foer

strasznieczekałam na moment, w którym wezmę tę książkę do ręki i zacznę czytać. tak jak się spodziewałam, nie zawiodłam siebie.

jak dla mnie, książka mogłaby skończyć się na tytule. jest piękny sam w sobie, a ja przecież uwielbiam takie frazy. strasznie głośno, niesamowicie blisko.

niesamowicie bliskie są relacje pomiędzy bohaterami tej powieści. strasznie głośne bywają ich emocje, zwłaszcza gdy tyle pytań wokół, o śmierć, o sens, o tęsknotę.

oskar ma dziewięć lat, gdy traci ojca w ataku na world trade center. następnie znajduje tajemniczy klucz i postanawia znaleźć pasujący do niego zamek. czekają go podróże, zarówno po całym mieście, jak i wewnątrz siebie. poszukiwania te są dla niego lekarstwem na żal i smutek, którego nie sposób się pozbyć po tak ciężkiej stracie. oskar nie tylko odnajdzie odpowiedź na dręczące go pytania, ale i spokój, a także pozna historię swojej rodziny, która stanowi dla niego największą wartość.

ocena: 5,5/6.

wtorek, 22 września 2009
kochałem ją - anna gavalda

kochałem jajej powieści są zdecydowanie filmowe. zarówno jeśli chodzi o fabułę, jak i czas, który poświeca się książce - filmowe półtorej godziny. akurat na wieczór.

najpierw zrealizowano film na podstawie powieści gavaldy po prostu razem, teraz kochałem ją. widziałam tylko ten pierwszy i całkiem mi się podobał. po francusku, czyli przyjemnie, do tego się przyzwyczaiłam.

praktycznie cała powieść kręci się wokół kilku rozmów pomiędzy opuszczoną przez męża cloe a jej teściem pierre'em, który jako jedyny potrafi zrozumieć całą sytuację (ciekawe dlaczego...) i wspiera kobietę w tych trudnych chwilach.

ma to sens, zwłaszcza, gdy syn popełnia te same błędy co ojciec, a jednak jest od niego bardziej odważny i jeszcze bardziej szczery. dopiero po latach można stwierdzić, jakiej wartości to były błędy i czy tak do końca błędami były.

gavalda pokazuje, że każdy pracuje na swój czysty (bądź nie) rachunek sumienia, a wcale nie istnieją tylko kolory: czarny i biały.

ocena: 4/6.

 
1 , 2
Zakładki:
ślady istnienia
też czytają
Przeczytane 2009
Przeczytane 2010