wtorek, 17 sierpnia 2010
przygoda z owcą - haruki murakami

przygodabrakowało mi takiej powieści na drodze moich czytanek. dodatkowy plus, że to murakami, bo ostatnio przyzwyczaiłam się do jego opowiadań, powieści autobiograficznych (o czym mówię, kiedy mówię o bieganiu) i chociaż mi się to podobało, to gdzieś w środku czułam niedosyt, więc zamówiłam sobie już jakiś czas temu przygodę z owcą i norwegian wood. teraz muszę powiedzieć, że jestem bardzo kontenta.

książki murakamiego czytam na bieżąco, jeśli coś nowego wychodzi, biegnę do księgarni. te dużo wcześniejsze raczej wybieram instynktownie - spodoba mi się tytuł, okładka, opis. chociaż i tak mam zamiar przeczytać wszystkie. przygoda z owcą długo czekała na swoją kolej, ale za to uhonoruję ją tytułem jednej z najlepszych książek tego japońskiego pisarza!

nie mogłam się oderwać od czytania w podróży. za oknem miałam piękne widoki, ale mimo wszystko wracałam co i raz do książki, żeby sprawdzić, czy główny bohater znajdzie tajemniczą owcę i czy to rozwiąże jego problemy. absurdalna jest ta historia, z cudownymi uszami pewnej dziewczyny, z owczym profesorem, z człowiekiem owcą i pewną dozą ludzkiej przeciętności i samotności, jak to zwykle u murakamiego bywa.

nie będę pisać o fabule, żeby nie zdradzać szczegółów. do tej książki trzeba po prostu zajrzeć i dać się ponieść owczej przygodzie.

ocena: 5/6.

let's run away from reality!

cudownie jest wyjechać, oderwać głowę od poszczególnych spraw, odłożyć pewne rzeczy na inną półkę, wyłączyć na tydzień komputer (z telefonem niestety nie jest tak łatwo), nie myśleć. bo jak tu myśleć, gdy wokół pełno niebieskich kolorów oświetlonych prażącym słońcem. parasole dawały cudowne schronienie dla oczu i rąk trzymających książki, których swoją drogą zabrakło mi do czytania, chociaż myślałam, że trzy to będzie akurat, a tutaj pięć książek przeczytanych w tydzień - to chyba mój rekord.

kilka urywków z pozarzeczywistości poniżej.

tiffany

palma

capote

palma2

blue

polowanie

przeczytane w kolejności:

1. przygoda z owcą - haruki murakami

2. śniadanie u tiffany'ego - truman capote

3. polowanie na obłoki - igor kulikowski

4. zapisywacze ojcowskiej miłości - michal viewegh

5. nie rób drugiemu, co tobie niemiłe - bogdan wojciszke

- jeszcze dziś postaram się wrzucić recenzyjki.

warszawa

a na koniec nasza ukochana warszawa, za którą się tęskni, czy się tego chce czy nie. jak widać w moim przypadku, powroty mogą być tak samo przyjemne jak wyjazdy.

wtorek, 03 sierpnia 2010
gwiezdne drogi - peter nilson

gwiezdneautor gwiezdnych dróg ma rozdarte serce pomiędzy naukami przyrodniczymi a humanistycznymi, między literaturą fachową a literaturą piękną. z wykształcenia astronom, naukowiec, z zamiłowania pisarz. człowiek, który godzi w sobie dwie natury, chociaż wcale nie jest to łatwe.

po przeczytaniu tej książki peter nilson wydaje się jak dla mnie onirycznym melancholikiem, który krąży wokół podstawowych pytań o pochodzenie człowieka, historię ziemii, tajemnicę wszechświata, mając na uwadze to, że stanowimy niewielki wycinek historii, której nie potrafimy pojąć, bo myślenie człowieka jest krótkoterminowe.

świadomość i olbrzymia wiedza, jaką daje nam nauka, mają niewielki wpływ na to, jak urządzimy sobie życie. tam gdzi świeci księżyc, gdzie płynie rzeka, gdzie powstaje wiersz, tam znajduje się nasza rzeczywistość.

widać, że nilson ma duszę poety, jednak ta naukowa powieść jest trochę chaotyczna, trochę o tym, trochę o tamtym. wszystko oczywiście ubrane w ładne słowa. sam autor na końcu pisze, że jest to zbiór krótkich esejów i może w tym tkwi problem, że czegoś innego się spodziewałam.

nic to, bo przecież ja uwielbiam kosmos.

ocena: 3,5/6.

poniedziałek, 02 sierpnia 2010
sinobrody - kurt vonnegut

sinobrodyrabo karabekian jest ormianinem, niespełnionym malarzem, jednookim - chciałoby się rzec - bandytą, jednak bliżej mu do ofiary niż jakiejkolwiek postaci kata. rabo w pewnym momencie swojego życia zaczyna kolekcjonować obrazy.

owszem, malarzem byłem kiepskim, ale jakim się za to okazałem kolekcjonerem!

wydaje się, że nasz bohater przeżył już swoje życie, pierwsza żona go opuściła, synowie nie utrzymują z nim kontaktu, druga żona umarła, zostawiając go w wielkim, pustym domu. niespodziewanie w jego życiu zjawia się pewna młoda pisarka, która zaczyna interesować się malarzem i nie owijając w bawełnę, stara się wprowadzić trochę radości (żeby nie powiedzieć - życia) w jego osobie. ciekawi ją wszystko - począwszy od intymnych listów od byłej kochanki, poprzez historię śmierci jego rodziców, skończywszy na tajemniczym spichlerzu, do którego nikt nie ma prawa zaglądać. tak jak w historii z sinobrodym, który zabija swoje kolejne żony za wścibstwo i zaglądanie do jedynej zabronionej komnaty, rabo przywdziewa maskę ponuraka i straszyciela. phi! misja pisarki jednak nie kończy się tak nieszczęśliwie, ale owocuje nawiązaniem przyjaźni z malarzem.

to moje drugie spotkanie z vonnegutem, całkiem zresztą udane. zabawne, ironiczne, trochę absurdalne.

spodobało mi się jedno zdanie z innej książki vonneguta - kociej kołyski - po którą mam zamiar siegnąć w następnej kolejności.

muszę mieć taki pojemnik na śmieci, w którym się zmieści cała rzeczywistość.

ocena: 4,5/6.

niedziela, 25 lipca 2010
madame - antoni libera

madameteatr, literatura, muzyka nieustannie rywalizują ze sobą w tej książce. a to zamieniają się miejscami, kiedy indziej sobie ustępują, karmią głównego bohatera swoim istnieniem, a wszystko to dzieje się na tle lat 60. zeszłego wieku, obnażając peerelowską rzeczywistość. książka rozpoczyna się i kończy westchnieniem: kiedyś to były czasy! te historie, te wspomnienia, legendarne romanse. czy to nie dzieje się ciągle i nieustannie, tylko pespektywa wszystko zmienia.

głównym wątkiem wydaje się być (bo nie jestem pewna, czy do końca jest) zafascynowanie licealisty pewną m a d a m e - tajemniczą, piękną, zadbaną, nieskazitelną ze wszystkimi przypadłościami, które stanowią jej sekrety. czytelnik musi uzbroić się w cierpliwość, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o tej kobiecie. musi przedrzeć się (z wielką przyjemnością oczywiście) przez poszczególne anegdoty, gombrowiczowskie lekcje w szkole, występy teatralne głównego bohatera, który swoją drogą jest nad wyraz dojrzały, inteligentny, oczytany (mogę tak jeszcze długo) jak na swój wiek. z jednej strony próbuje się on zbliżyć do madame, która jest nauczycielką francuskiego i dyrektorką jednocześnie, a z drugiej próbuje się od niej uwolnić, skupić się na swoim pisarstwie, bo tą drogą zdecydował się iść po próbach zostania muzykiem i aktorem. zresztą madame we własnej osobie ma swój udział w tej ścieżce.

polubiłam madame, polubiłam tego 'chłopca'. i sposób, w jaki pisze antoni libera. ten język to kolejny bohater w tej powieści.

ocena: 4/6.

czwartek, 15 lipca 2010
powieść dla kobiet - michal viewegh

powiescpowieść dla kobiet została później wydana pod tytułem mężczyzna idealny, na podstawie której to film oglądałam co najmniej trzy razy, a mimo to do samego końca nie zdawałam sobie sprawy, że to ta sama historia. może dlatego, że na tyle wciągnęła mnie ta pozycja, że nie skupiałam się na niczym innym niż na samych czytanych przez moje oczy literkach. dopiero na koniec przyszło olśnienie! i dobrze, że tak, bo tak naprawdę nie lubię czytać po wcześniejszym obejrzeniu filmu. kolejność 'najpierw książka- później film' powinna być zdecydowanie zachowana w moim wypadku.

- pytanie brzmi: co pana zdaniem robię w ostatnich dniach? - wypaliłam bez zastanowienia, aż sama się przestraszyłam tych słów.
- stara się pani we mnie znaleźć środek na trawienie, który pomoże pani lepiej strawić tego przystojnego półgłówka - odpowiedział bezlitośnie.
wymierzyłam mu policzek, a potem go pocałowałam. do odjazdu powtórzyliśmy podobną scenę jeszcze dwa razy.

w tych zdaniach jest zawarta kwintesencja całej historii. laura i jej romanse stanowią trzon opowieści. każdy kolejny mężczyzna jest lekarstwem na rutynę, która wkrada się do każdego związku i ujawnia skrywane wcześniej śmierdzące całe lato skarpetki, codziennie dyskretne pijaństwo czy powtarzane do znudzenia te same teksty (:)). i jak tu znaleźć idealnego mężczyznę, gdy samym nam kobietom daleko do ideału. kompromis nieunikniony. błędy również.

śmieszy mnie podejście matki laury (i dystansu samego viewegha?) do czechów, których uważa za zakompleksionych słabeuszy, domowych tyranów, wulgarnych prymitywów bądź beznadziejnych gburów, dlatego swojego idealnego mężczyzny szuka poza granicami kraju, a najlepiej czuje się w chmurach, podróżując samolotem, oderwana od rzeczywistości. może i w tym szaleństwie jest metoda, a może i nie.

ups, nie wspomniałam ani słowa o oliverze. zachęcam do przekonania się na własne oczy, ile zamieszania wprowadził ten czterdziestolatek w życie młodej laury.

ocena: 5/6.

sobota, 10 lipca 2010
dno oka. eseje o fotografii - wojciech nowicki

dnookajest jedno słowo, które idealnie opisuje tę książkę. kontemplacja. niezmiernie refleksyjne jest to czytanie zdjęć, bo wojciech nowicki czyta zdjęcia, a nie tylko ogląda. tworzy historie, widzi więcej niż to, co w kadrze, a przy tym jest niesamowicie rzeczowy, ale także czuły. nie da się nie zauważyć, że z tego mężczyzny jest doskonały znawca sztuki i literatury. pomiędzy słowami autora, pojawiają się nawiązania, cytaty, które idealnie komponują się z widzianym zdjęciem.

wszystkie zdjęcia w książce należą do kolekcji nowickiego. niektóre są autorstwa znanych fotografów (np. zofii rydet), ale jest też duża część anonimowych zdjęć. wszystkie znalezione i kupione w antykwariatach w rozmaitych miejscach na całym świecie. o decyzji ich zakupu decydowały głównie emocje, tak jak mi teraz przy czytaniu.

dla miłośników fotografii pozycja obowiązkowa!

ocena: 6/6.

piątek, 09 lipca 2010
póki rekin śpi - milena agus

rekinbałam się tej książki. podchodziłam do niej ostrożnie, powolutku, nieśmiało. naczytałam się, że ta powieść boli i swędzi, a mi udało się przejść przez nią trochę łagodniej i jakby z poczuciem ulgi, że nie wszystko stracone, że jest jakieś wyjście. owszem, to nie jest historia pełna szczęśliwych i radosnych chwil, ale przecież to takie życiowe (ludzkie?) popełniać błędy albo co gorsza 'dostawać czyjeś błędy', bo nic innego ktoś nam dać nie może. inną sprawą jest zgoda na takie życie, ale o tym wszystkim się tak prosto tylko mówi.

w naszym domu każdy ma obsesję na jakimś punkcie: dla mamy to uroda, dla taty ameryka południowa, dla mojego brata doskonałość, a dla ciotki narzeczony.

ja wymyślam opowieści, bo kiedy tutejszy świat mi się nie podoba, przenoszę się do mojego i bardzo mi tam dobrze.

mnie dobrze było, że mogłam zajrzeć do świata 18-letniej narratorki, bo chociaż świat ten razi w oczy i otwiera zabliźnione rany, to jednak bije z serc bohaterów dobroć i potrzeba naprawy tego, co się jeszcze da naprawić.

nie umiem więcej napisać o tej książce. po prostu była taka moja.

ocena: 5,5/6.

niedziela, 13 czerwca 2010
sprawa niewiernej klary - michal viewegh

klarajakież przyjemne to było spotkanie z tym czeskim pisarzem! michal viewegh potrafi zaczarować swoim lekkim piórem, nietuzinkowym (czeskim!) humorem i trafnymi spostrzeżeniami. za mną więcej obejrzanych czeskich filmów niż przeczytanych czeskich książek, ale właśnie zamierzam to zmienić, a sprawa niewiernej klary mnie w tym postanowieniu utwierdziła.

zaczyna się niepozornie. do agencji detektywistycznej prowadzonej przez denisa (specjalizującej się w zdradzanych małżonkach, partnerach) przychodzi norbert - pisarz, który twierdzi, że chce napisać książkę o wyżej wymienonym fachu. okazuje się to być przykrywką dla niepochamowanej zazdrości mężczyzny, który jest więźniem swojej wyobraźni i ciągle podejrzewa swoją dziewczynę klarę o zdradę. jak przepowiada tytuł książki, podejrzenia okazują się prawdą. swoją drogą - denis ma na nazwisko pravda i taka też jest nazwa jego agencji. jednak tym razem śledztwo nie będzie miało zwyczajnego przebiegu...

viewegh prezentuje w tej powieści dwa podejścia do zazdrości. denis jest przykładem osoby, która akceptuje zdrady swojej żony (a ona jego), co więcej: wiedzą o swoich podbojach i opowiadają sobie swoje doświadczenia. pomiędzy nimi (pozornie?) nie ma zazdrości. zdystansowany detektyw przekonuje chorobliwie zazdrosnego norberta, że zazdrość to stan i ...naprawdę jest raczej przejawem miłości własnej niż do drugiej osoby i że kluczem do całego problemu jest zdolność do prawdziwego uczucia.

w tym wypadku nic nie jest czarne, ani białe, a odcieni szarości 256 i tyle możliwych perypetii pomiędzy bohaterami. gorąco polecam ich kolorowanie!

ocena: 5/6.

wtorek, 08 czerwca 2010
tony takitani (2004) reż. jun ichikawa

dziś trochę inaczej, bo nie bezpośrednio o książce, ale o jednym opowiadaniu murakamiego, na podstawie którego nakręcono film. tony takitani to opowieść o człowieku dogłębnie samotnym, który każdego dnia nosi w sobie niemiłosierną pustkę. jego matka zmarła tuż po porodzie, ojciec nigdy nie potrafił znaleźć kontaktu z synem. pozostawiony sam sobie tony od początku czuł, że jest inny i że nic nie może na to poradzić. pewnego dnia poznał eiko i momentalnie stracił dla niej głowę. szczęście nie trwało jednak długo..

przejmująca wrażliwość płynie z tego filmu. nostalgiczne dźwięki powodują, że pustka w życiu tony'ego jest jak czarna dziura, która żyje swoim życiem i pochłania wszystko i wszystkich, którzy próbują coś zmienić.

tony

przypomniało mi się o tej historii, gdyż będąc w empiku dostrzegłam promocyjną cenę tego filmu. nie mogłam się powstrzymać, by nie zabrać tony'ego do domu. tak samo chętnie zabrałam ze sobą parę lat temu wydanie tego opowiadania - dołączone za darmo do zakupów w ramach światowego dnia książki.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Zakładki:
ślady istnienia
też czytają
Przeczytane 2009
Przeczytane 2010