czwartek, 20 maja 2010
pożyczona miłość - bridget asher

pozyczonastaram się czytać różne rzeczy, żeby nie popaść w schemat. co prawda, wydaje mi się, że jest coś, co łączy wszystkie wybierane (i przeczytane) przeze mnie książki, ale niech pozostanie to tajemnicą. w każdym razie chciałam pisać o tym, że jeśli w tytule powieść ma słowo 'miłość' to mnie trochę odrzuca od niej. nie mówiąc już o 'pożyczonej miłości', bo jak dla mnie brzmi to zupełnie pretensjonalnie i harlequinowsko. to by było na tyle (nie)konstruktywnej krytyki, zatem zabieram się do merytorycznej oceny powieści.

styl pisania bridget asher znałam z poprzedniej jej książki kwiaty od artiego. pisarka i tym razem udowodniła, że potrafi pisać wdzięcznie, z pewną nostalgią w palcach, bez potrzeby epatowania emocjami, których jest tak naprawdę cały ogrom, ale same wiedzą, kiedy i po co się pojawić na kartach powieści. ładne wzruszenia po prostu przygotowuje dla nas pani asher i wydaje mi się, że przychodzi jej to ze specyficzną lekkością.

tym razem asher postanowiła wziąć na ruszt życie gwen - z pozoru zadowolonej (szczęśliwej to za duże słowo) mężatki, która przypadkiem spotyka byłego chłopaka elliota i (pijanym) zbiegiem okoliczności zgadza się udawać jego żonę przed umierającą matką mężczyzny. wyrusza w podróż (życia) do domu nad jeziorem i odkrywa, że dawne (palące serce i ciało) uczucie wróciło, a dawkowana miłość męża jest tylko bezpiecznikiem, który w każdej chwili może zmienić się w bombę i wybuchnąć. dużo znaków zapytania (i nawiasów) w jej życiu, które powoli zamieniają się w zdania twierdzące.

uczucia pomiędzy trojgiem bohaterów to nie jedyny wątek w tej historii. po spotkaniu elliota i jego umierającej, ale silnej matki, nasza bohaterka odkrywa również emocje związane ze śmiercią swojej mamy, która zginęła, gdy ta była małą dziewczynką. gwen nie wiedziała o matce nic poza paroma szczegółami, które udało jej się wydusić od ojca. pomiędzy ojcem a córką krążyły niepewne wspomnienia i żadne z nich nie odważyło się wyjaśnić sobie pewnych spraw. aż do czasu...

dziś znalazłam zdjęcie, które kojarzy mi się z gwen i elliotem, spedzającymi czas w domku nad jeziorem. lubię takie zbiegi okoliczności (w które oczywiście nie wierzę).

ocena: 4,5/6.

czwartek, 13 maja 2010
o psychiatrach, psychologach i innych psycholach - rodrigo muñoz avia

psycholeniestety, jak przekonuje wydawca(?), ta książka nie jest zabawniejsza od komedii woodyego allena, ani od 'przygody fryzjera damskiego' mendozy.

owszem, można się uśmiechnąć parę razy, nawet zachichotać czy parsknąć śmiechem, ale rodrigo i jego psychiatryczno-psychologiczne przygody okazują się być całkiem banalne i pod pozorem przewrotności kryją sporą dozę przewidywalności. może tak miało być, tylko ja zupełnie inaczej odebrałam tę książkę, trzymając ją w rękach w księgarni i zabierając do domu.

rodrigo ma szczęśliwe życie z rodziną i szczekającym kotem. jednak na swojej drodze spotyka nieszczęsną marynarkę z guzikami i tu zaczynają się problemy. gdy nasz bohater się denerwuje, zaczyna zmieniać kolejność liter w wyrazach. parafazję odkrywa u niego nielubiany przez wszystkich ernesto - mąż siostry rodriga i postanawia wyleczyć jego choroby, których po drodze pojawia się coraz więcej, a one zamiast znikać, ciągle się mnożą.

ocena: 3/6.

19:19, tola_fasola , zabawności
Link Komentarze (2) »
środa, 12 maja 2010
nielegalne związki - grażyna plebanek

nielegalnetym razem grażyna plebanek postanowiła ustanowić mężczyznę głównym bohaterem swojej najnowszej powieści. sama autorka mówi, że spędziła dużo czasu na rozmowach ze swoimi kolegami, by móc bliżej poznać świat mężczyzn - ich (często ukrywane) emocje i potrzeby. bez kobiet jednak nie byłoby tej powieści.

jonathan jest rozdarty pomiędzy rolą męża megi (i rolą ojca ich dzieci) a pożądaniem i zauroczeniem andreą. nic nowego w tej powieści nie ma, jeśli chodzi o samą zdradę. typowe zachowania zdradzającego, pierwsze kłamstwa, poczucie winy, próba rekompensowania zdrady żonie, a następnie niechęć do niej.

megi jest prawniczką i pnie się po szczeblach kariery. tym razem obowiązki "pani domu" spoczywają na panu jonathanie. odwozi dzieci do szkoły, prowadzi kurs pisarski, a w międzyczasie spotyka się z andreą w kościołach, parkach i zaułkach ulic.

każdy z trojga bohaterów ma coś za skórą. wzajemnie się uzupełniają swoją grą na emocjach. pragną jednego, robią drugie. godzą się na dany stan rzeczy, by za chwilę wszystko zburzyć i zacząć od nowa. niezbadane są ludzkie zachowania, a pozostaje pytanie, co by tu zrobić, żeby był wilk syty i owca cała.

książkę czytało się jednym tchem. opisywanie jej poszło mi o wiele gorzej.

ocena: 4,5/6.

wtorek, 04 maja 2010
świnia w prowansji - georgeanne brennan

swinia'jakże smaczny kąsek wpadł mi w ręce' - pomyślała tola po pierwszym rozdziale świni w prowansji. gdziekolwiek byś był/a, ta książka przenosi cię w zupełnie inne miejsce - do słonecznej, pachnącej serami i winem prowansji. czujesz, jak przez nos docierają do głowy zapachy i nie pozwalają myśleć o niczym innym tylko o jedzeniu jako wartości samej w sobie.

wyrabiając i sprzedając kozi ser, hodując świnie i gotując z moimi przyjaciółmi, pojęłam, że jedzenie jest centralną częścią naszego życia nie dlatego, że daje nam siłę i dostarcza przyjemności, lecz przez to, że łączy nas ze wszystkimi, którzy byli tu wcześniej. jedzenie tworzy więź ziemią, z przyjaciółmi i krewnymi zgromadzonymi wokół stołu, z przyszłymi pokoleniami. w kruchym, niestabilnym świecie jedzenie jest wartością stałą.

autorka od lat jest związana z prowansją. spędziła tam dużą część swojego życia i cyklicznie wraca do tego pełnego smaku i spokoju miejsca. czterdzieści lat temu georgeanne brennan razem z pierwszym mężem donaldem i córką ethel przeniosła się do prowansji, by utrzymywać się ze sprzedaży koziego sera własnej produkcji. kolejnym zwierzęciem, które miało pomóc w utrzymaniu była tytułowa świnia - wbrew pozorom bardzo inteligentne i wrażliwe zwierzę. z pomocą życzliwych sąsiadów i bliskich przyjaciół georgeanne i jej rodzina poznali uroki życia na wsi, wstając o świcie, zajmując się zwierzętami i biorąc udział w rytuałach przetrwania (trochę mi było słabo przy opisie świniobicia, ale przetrwałam).

co do kuchni francuskiej, nigdy nie byłam jej wielką fanką, jednak ostatnio nieustannie otwieram się na nowe smaki, próbuję, gotuję. co prawda, większość przepisów w tej książce jest poza moim zasięgiem, to na zupę warzywną z sosem z czosnku i bazylii któregoś dnia się skuszę. na pewno.

ocena: 4/6.

Zakładki:
ślady istnienia
też czytają
Przeczytane 2009
Przeczytane 2010