niedziela, 19 grudnia 2010
przeprowadzka!

miałam zacząć od nowego roku, jednak znalazłam ostatnio chwilę (ekhm!) czasu i już teraz przeniosłam się na blogspot, a razem ze mną wszystkie notki z 2010 roku. także zapraszam na nową stronę:

http://tolowe.blogspot.com/

 

21:01, tola_fasola
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 grudnia 2010
szklany klosz - sylvia plath

szklanyokreślenie poeci przeklęci od zawsze otwierało w moim sercu drzwiczki i powodowało, że wpuszczałam do niego smutne (i tragiczne) historie. czytałam wiersze sylvii plath, widziałam o niej film, a dopiero teraz uparłam się, żeby przeczytać szklany klosz - powieść, którą wydano miesiąc przed samobójczą śmiercią autorki.

esther greenwood przyjeżdża do nowego jorku na miesięczny staż w redakcji. wydaje się, że młoda dziewczyna jest na dobrej drodze, by zrobić karierę i spełnić swoje marzenia. owszem, esther jest trochę odizolowana, nie korzysta z nocnych zabaw tak jak jej koleżanki, nie planuje ślubu ani dzieci tak jak większość jej rówieśniczek, nie ze wszystkimi potrafi się dogadać, ale tak naprawdę wydaje się nie mieć większych problemów ze sobą czy w relacjach z innymi.

początkowo zastanawiałam się, o co chodzi w tej książce, gdzie są dowody na feministyczną stronę tej powieści, gdzie te depresyjne myśli i próby samobójcze. nagle ze strony na stronę poczułam silne uderzenie emocji. powoli budowane napięcie spowodowało, że w pewnym momencie pomyślałam sobie: ..teraz się zacznie. i się zaczęło.

dla człowieka siedzącego pod szklanym kloszem, znieczulonego na wszystko, zatrzymanego w rozwoju jak embrion w spirytusie, całe życie jest jednym wielkim złym snem.

- to zdanie chodziło za mną jak cień. do tej pory znałam jedynie kontur tego cienia, teraz po przeczytaniu szklanego klosza jestem o krok bliżej do sylvii plath i chciałabym iść tą drogą dalej poprzez jej dzienniki. jednym słowem, jestem bardzo poruszona tą powieścią, bo osobą sylvii plath byłam poruszona już od dawna.

ocena: 6/6.

piątek, 26 listopada 2010
biografia głodu - amelie nothomb

biografiatrzeba tu uściślić, że mój głód należy rozumieć w najszerszym znaczeniu tego słowa: sprawa nie byłaby może tak poważna, gdybym łaknęła tylko pożywienia. lecz czy istnieje coś takiego, jak łaknienie samego tylko jedzenia? czy istnieje głód brzucha, który nie byłby przejawem głodu w ogłoniejszym znaczeniu? dla mnie głód to ów przerażający brak odczuwany całą istotą człowieka, ta trzymająca w kleszczach pustka, to dążenie nie tyle do utopijnej pełni, ile do zwykłej rzeczywistości; błaganie, by tam, gdzie nie ma nic, coś było.

autobiograficzna powieść amelie nothomb wprowadza nas w egzotyczny świat podróży po miejscach, gdzie łaknie się nie tylko jedzenia, lecz także języków, książek, akceptacji, poznania. mała dziewczynka zostaje wepchnięta w wir przeprowadzek, przenosin ze szkoły do szkoły, zaburzeń związanych z jedzeniem oraz z postrzeganiem własnej osobowości.

w wieku siedmiu lat nasza bohaterka stwierdziła, że doświadczyła już wszystkiego. była boginią, była obiektem szyderstw, przeżyła choroby, samobójstwo, rozstanie, próbowała alkoholu, a także spróbowała miłości (w pewnym sensie znaczenia tego słowa). do tego czasu mieszkała w japonii i w chinach. mając osiem lat przeniosła się wraz z rodziną do nowego jorku i tutaj zaczął się szał, codzienne wieczorne wyjścia (przy okazji mnóstwo dobrego alkoholu), tak zwane wspaniałe życie, za którym się tęskni i które wspomina się z nostalgią. jednak niczego nie da się porównać z japonią, pierwszą miłością. powrót do niej w wieku późniejszym spowodował rozwój i niegasnące pragnienie, by pisać, codziennie przez cztery godziny.

zakochałam się w pisarstwie amelie już jakiś czas temu. przez ostatnie dni jednak zakochałam się w samej amelie, zwłaszcza tej małej, nieznośnej, skupionej na sobie dziewczynce. traumatyczne przeżycia dosrastającej nastolatki odkładam na bok. ta książka nie sprawia, że będziemy się użalać nad bohaterką, wręcz przeciwnie, ja jej zazdroszczę trafnych spostrzeżeń, których efektem ubocznych były problemy z jedzeniem. mowa tu o głodzie, który bardzo trudno zaspokoić, ale to dążenie do sytości staje się sensem życia.

ocena: 5,5/6.

poniedziałek, 22 listopada 2010
lato muminków i alicja w krainie czarów

wloczykij

dzisiejszy wpis to swego rodzaju powrót do dzieciństwa i do książek, które mogą być czytane zarówno przez dzieci, jak i dorosłych. postanowiłam sobie przypomnieć lato muminków oraz alicję w krainie czarów. bohaterów tych książek chyba nie muszę nikomu przedstawiać.

muminki to była jedna z moich ulubionych dobranocek, zwłaszcza postać włóczykija budziła wielką sympatię oraz chęć poznania Kogoś Takiego w rzeczywistości. jeśli zaś chodzi o alicję, zazdrościłam jej możliwości podążania za białym królikiem. koniec końców, białego królika dostałam na urodziny, więc miałam swojego małego przewodnika, który jednak z krainą czarów miał niewiele wspólnego, alczkolwiek przypominał o tej historii.

obydwie te książki pozwoliły mi oderwać się od teraźniejszości. muszę przyznać, że lato muminków wywołało więcej miłych wspomnień niż alicja w krainie czarów. przygody alicji w książce poniekąd różnią się od tego, co zapamiętałam z dzieciństwa, a co zostało dodatkowo wzmocnione przez ekranizacje filmowe. książka została napisana również w specyficznej wierszowanej formie, którą nie do końca da się przełożyć na ekran, więc czytana alicja brzmi zupełnie inaczej. obydwie książki serdecznie polecam :)

alicja

niedziela, 14 listopada 2010
mała ikar - helen oyeyemi

malaikarzapętliłam się w moją ulubioną serię z miotłą. tym razem jest to historia ośmioletniej jessamy harrison, której ulubionymi zajęciami jest przebywanie w szafie, czytanie szekspira oraz pisanie haiku. jess nie ma przyjaciół, większość czasu spędza samotnie, a kontakty z innymi rówieśnikami jedynie wspomagają jej ataki histerii, na które cierpi.

rodzicami jess są anglik i nigeryjka. po kolejnym ataku dziewczynki, rodzice postanawiają wyjechać do nigerii, by ich córka poznała rodzinę i krewnych swojej matki, mając również nadzieję, że ten wyjazd wpłynie pozytywnie na dziecko. wycieczka ta jednak sprawia, że jess nawiązuje kontakt z dziwną dziewczynką tillytilly, która obiecuje się z nią zaprzyjaźnić i zabiera ją w różne nieznane miejsca. pobyt w nigerii jednak szybko się kończy, więc jess wraca do anglii, myśląc że już więcej nie zobaczy 'przyjaciółki'. okazuje się jednak, że tillytilly również i tam się pojawia. cały szkopuł w tym, że tylko dla jessy jest widzialna i słyszalna. tym razem tillytilly pokazuje swoje niebezpieczne oblicze, podjudzając jess do różnych występków i negatywnie wpływając na jej zachowanie.

magiczna to książka, pełna dylematów związanych z dorastaniem, z szukaniem własnej drogi, która nierzadko skrywa mroczne sekrety. czytając małą ikar, początkowo przychodziła mi na myśl powieść strasznie głośno, niesamowicie blisko foera, może przez główną postać dziecka, próbującego odkryć rodzinne tajemnice.

bez wątpienia jest to powieść godna polecenia. helen oyeyemi napisała tę debiutancką książkę, będąc jeszcze w liceum. w ciągu kilku miesięcy dzieło zyskało uznanie wielu wydawców z siedemnastu różnych krajów. z chęcią przeczytam jej kolejne książki. mam nadzieję, że będą równie wciągające i poetyckie jak mała ikar.

ocena: 5/6.

czwartek, 11 listopada 2010
przypomnij sobie - elina hirvonen

przypomnijksiążka, która na pierwszych stronach nawiązuje do virginii woolf i jej tragicznego utopienia z kamieniami w kieszeniach, sprawia że pomiędzy mną a bohaterką nawiązuje się nić sympatii, a nawet porozumienia. z drugiej strony moje oczekiwania rosną i mam nadzieję, że to zapowiedź czegoś pełnego wrażliwości, przede wszystkim p r a w d z i w e g o, tymczasem dostaję historię trojga pogubionych bohaterów, których życie jest tak tragiczne, że aż wydaje się fałszywe.

elina hirvonen zadebiutowała tą wielokrotnie chwaloną powieścią. na prawie dwustu stronach mamy doczynienia z anną, którą otaczają dwaj mężczyźni, brat jonasz, przebywający w szpitalu psychiatrycznym i ukochany ian, który po ataku 11 września wyjechał do finlandii, by uciec od wszechobecnej tragedii.

anna jest najsilniejsza z nich wszystkich, pomimo iż ciągle ma w głowie historie z dzieciństwa, w których skrzypce grał apodyktyczny ojciec. ona zaś przypisywała sobie rolę nosicielki pokoju. jonasz jednak nie miał w sobie tyle siły, by pogodzić się z tym, co bolało jego neurotyczne serce. jedyne nadzieje pokładał w siostrze i u niej szukał akceptacji, zwłaszcza będąc w szpitalu psychiatrycznym. anna natomiast w swoim dorosłym życiu próbowała odciąć się od kłębiących się w głowie lęków. jako studentka literatury poznaje wykładowcę iana i w jej okaleczonym sercu budzą się uczucia. staje się opiekunką mężczyzny, który okazuje się mieć w sobie rzekę rozpaczy trudną do zatrzymania.

wszystkie uczucia w tej książce wiążą się z jakimiś krzywdami. to, co mi się najbardziej podobało w tej powieści to ciągłe przypominanie autorki, że nie można uciec od przeszłości, bo ona wraca w najmniej spodziewanym momencie, a wtedy jest jeszcze trudniejsza do okiełznania. przeszłość trójki bohaterów dusi ich niemiłosiernie i nie pozwala się wyplątać ze swoich sideł. ciężkie historie. chociaż nie do końca mnie przekonały, to polecam z tego względu, że mogą spowodować swego rodzaju katharsis u czytających.

ocena: 3,5/6.

sobota, 06 listopada 2010
prawiek i inne czasy - olga tokarczuk

prawiekjuż po pierwszym zdaniu, mówiącym o tym, że prawiek leży w centrum wszeświata, poczułam, że mam wielką ochotę rozpocząć przygodę z książkami olgi tokarczuk właśnie teraz. wstyd przyznać, ale jestem dopiero po dwóch lekturach tej osławionej pisarki, jednak obiecuję poprawę, zwłaszcza że powieść prawiek i inne czasy tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, jak wybitną autorką jest tokarczuk oraz jak daleko wgłąb człowieka i jego historii może się ona posunąć. było to piękne, metaforyczne spotkanie z rodzinną sagą, z powieścią poniekąd folklorystyczną, a nawet mityczną.

prawiek to nie tylko określenie czasu, ale przede wszystkim mała miejscowość niedaleko kielc, gdzie toczy się akcja powieści, powieści przeplatanej dwoma wojnami, które naznaczyły bolesne ślady w życiach prostych ludzi. jst czas wojen, czas gry, czas aniołów, czas matki boskiej, czas złego człowieka, a przede wszystkim jest czas poszczególnych mieszkańców.

poszczególne charakterystyki postaci chwytają za serce. powieść porusza głęboko dzięki mniejszym lub większym tragediom wkradającym się do życia mieszkańców prawieka. mamy tu do czynienia ze stara florentynką, która rozmawia ze swoimi psami i ma pretensje do księżyca, że nie jest jej sprzymierzeńcem. jest rodzina boskich i rodzina niebieskich, których aż trzy pokolenia przewijają się przez powieść. jest i kłoska, która ma obłęd w oczach i wydaje się, że posiada swego rodzaju tajemną wiedzę. wszystkie postaci mają wyraźny rys, żadna z nich nie jest nijaka.

to, co najbardziej urzeka w tej literackiej wariacji to realizm magiczny, który sprawia, że chociaż losy człowieka bywają ciężkie i trudne do zniesienia, to jest coś poza tym, coś co pozwala oderwać się od rzeczywistości, istnienie boga, aniołów, przyrody. te dwa różne światy uzupełniają się wzajemnie, a ich symbioza sprawia, że chcę jeszcze bardziej zagłębić się w świat książek tokarczuk.

ocena: 5/6.

 

poniedziałek, 01 listopada 2010
tańcz, tańcz, tańcz - haruki murakami

tanczpo przygodzie z owcą wiedziałam, po którą powieść murakamiego sięgnę następny razem. tańcz, tańcz, tańcz jest jedną z trzech książek należących do trylogii szczura (trzecia niewydana jeszcze w polsce) i nawiązuje do człowieka-owcy, przypomina o dziewczynie o pięknych uszach imieniem kiki, a przede wszystkim wraca do głównego bohatera, dziennikarza samotnika, który jest coraz bardziej znudzony swoim życiem i postanawia wrócić do hotelu pod delfinem, w którym przebywał przed laty (i odkrywał przygody z owcami), a wewnętrzny głos podpowiada mu, że tam znajdzie odpowiedzi na nurtujące go pytania o sens swojego życia.

to nawet nie jest skrót tej historii, która toczy się na wielu poziomach i w każdym momencie powieści można się zatrzymać i traktować poszczególne fragmenty jak swoiste perełki. najbardziej lubiłam spotkania i rozmowy głównego bohatera z yuki, trzynastoletnią dziewczynką, którą poznaje w hotelu i dziwnym zbiegiem okoliczności musi się nią zaopiekować. obydwoje przypadają sobie do gustu i nawiązuje się pomiędzy nimi nić przyjaźni wsparta paranormalnymi przeczuciami i twierdzeniem, że obydwoje nie są normalni, aczkolwiek mają dobre intencje i dbają o siebie wzajemnie.

dawkowałam sobie tę przyjemność czytania, bo nie chciałam, żeby się za szybko skończyło. chociaż nie jest to lektura krótka, to można ją pochłonąć w kilka wieczorów. murakami staje się moim coraz większym kumplem, zwłaszcza z każdą przeczytaną przeze mnie jego powieścią. teraz pozostaje mi czekać do 10 listopada na nową historię.

ocena: 5/6.

 

wtorek, 05 października 2010
być przez chwilę sobą - philippe besson

bessonto moje drugie spotkanie z bessonem (pierwsze były niepewne dni) i muszę przyznać, że tym razem było ono niezwykle interesujące, z naciskiem na wyżej wymieniony przysłówek. długo odkładałam tę książkę, gdyż bałam się, że to będzie historia ciągnąca się jak flaki z olejem: małe miasteczko, nic się nie dzieje, mieszkańcy wiodą pełne spokoju życie i tak dalej, i tak dalej. otóż nic z tych rzeczy! ta powieść zachwyca już od pierwszych stron, zarówno dojrzałością autora, jak i wrażliwością widoczną tekście oraz w samych bohaterach.

historia zaczyna się od powrotu do miasteczka thomasa, który przez pięć lat przebywał w więzieniu. zbrodnia, którą popełnił (lub której nie popełnił) wisi nad nim jak czarna chmura, a mieszkańcy nie dają mu o niej zapomnieć i dziwią się, co mężczyznę sprowadza do falmouth, skoro nie jest tu mile widziany. thomas jednak próbuje uwolnić się od przeszłości poprzez rozmowy z tymi, którzy nie oceniają go negatywnie. najważniejsze jednak okazuje się czekanie, które sprawi, że główny bohater odnajdzie swoją drogę.

to, co mnie najbardziej urzekło w tej książce to wchodzenie wgłąb, odkrywanie poszczególnych sekretów, szukanie w głowach bohaterów właściwej drogi, a niekoniecznie prostych, gotowych rozwiązań. forma książki sprzyja odkrywaniu tajemnic. krótkie, często urywane akapity, które same w sobie stanowią językową wartość. tak, bardzo mnie poruszyła ta książka, szczerze polecam wrażliwcom.

ocena: 5,5/6.

piątek, 24 września 2010
żona adama - monika rakusa

żona adamazachwyciłam się. na takie książki czekam i jestem wdzięczna za niemożliwość uwolnienia się od nich. już jakiś czas temu próbowałam dorwać żonę adama, ale szybko zniknęła z księgarnianych półek (w sumie to nie dziwię się dlaczego) i dopiero ostatnio natrafiłam na jeden egzemplarz.

trochę bałam się, że książka ta będzie podobna do nielegalnych związków grażyny plebanek, a nie miałam akurat ochoty na męskie dywagacje dotyczące związków i problemu: żona czy kochanka. z drugiej strony nie potrzebowałam także lekkiej lektury, a żona adama zdecydowanie taką nie jest, wręcz przeciwnie - to pięknie opisane studium kobiecej psychiki, często zewnętrznie ograniczanej, tłamszonej bądź niedocenianej. autorka jest z zawodu psychologiem, czego nie da się ukryć, czytając tę powieść. jest tu mnóstwo reakcji, opisów zachowań czy chociażby nazwy chorób, które dręczą bohaterów.

powieść zaczyna się od śmierci tytułowego adama. oprócz rodziców i przyjaciół mężczyznę opłakują dwie żony, pierwsza była żona rita i druga obecna żona anna. to dwie z pozoru skrajne postaci, które nigdy wcześniej się nie poznały. rita to femme fatale, kobieta, która doskonale wie, czego chce, która robi wszystko, by zostać zauważoną, niezapomnianą. anna natomiast to szara myszka, której z góry zaplanowano życie, a jej zadaniem było tylko ten plan wypełnić. całe życie z boku, udając kogoś kim się nie jest, byle tylko zostać zaakceptowaną. każda z kobiet ma za sobą rząd rodziców z problemami, tragiczne wydarzenia związane z ciążą i okazuje się, że więcej je łączy niż dzieli, a już na pewno łączył je egocentryczny adam, którego śmierć przyniosła im wiele cierpienia, ale też wiele swobody i kobiecej wolności.

ocena: 6/6.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Zakładki:
ślady istnienia
też czytają
Przeczytane 2009
Przeczytane 2010