Blog > Komentarze do wpisu
żona adama - monika rakusa

żona adamazachwyciłam się. na takie książki czekam i jestem wdzięczna za niemożliwość uwolnienia się od nich. już jakiś czas temu próbowałam dorwać żonę adama, ale szybko zniknęła z księgarnianych półek (w sumie to nie dziwię się dlaczego) i dopiero ostatnio natrafiłam na jeden egzemplarz.

trochę bałam się, że książka ta będzie podobna do nielegalnych związków grażyny plebanek, a nie miałam akurat ochoty na męskie dywagacje dotyczące związków i problemu: żona czy kochanka. z drugiej strony nie potrzebowałam także lekkiej lektury, a żona adama zdecydowanie taką nie jest, wręcz przeciwnie - to pięknie opisane studium kobiecej psychiki, często zewnętrznie ograniczanej, tłamszonej bądź niedocenianej. autorka jest z zawodu psychologiem, czego nie da się ukryć, czytając tę powieść. jest tu mnóstwo reakcji, opisów zachowań czy chociażby nazwy chorób, które dręczą bohaterów.

powieść zaczyna się od śmierci tytułowego adama. oprócz rodziców i przyjaciół mężczyznę opłakują dwie żony, pierwsza była żona rita i druga obecna żona anna. to dwie z pozoru skrajne postaci, które nigdy wcześniej się nie poznały. rita to femme fatale, kobieta, która doskonale wie, czego chce, która robi wszystko, by zostać zauważoną, niezapomnianą. anna natomiast to szara myszka, której z góry zaplanowano życie, a jej zadaniem było tylko ten plan wypełnić. całe życie z boku, udając kogoś kim się nie jest, byle tylko zostać zaakceptowaną. każda z kobiet ma za sobą rząd rodziców z problemami, tragiczne wydarzenia związane z ciążą i okazuje się, że więcej je łączy niż dzieli, a już na pewno łączył je egocentryczny adam, którego śmierć przyniosła im wiele cierpienia, ale też wiele swobody i kobiecej wolności.

ocena: 6/6.

piątek, 24 września 2010, tola_fasola

Polecane wpisy

Komentarze
izusr
2010/09/24 17:02:25
Wcześniej jakoś nie zwróciłam uwagi na ten tytuł, ale chyba będę musiała się porozglądać :)
-
Gość: kasjeusz, *.chello.pl
2010/09/24 23:23:51
Pamiętam, że w trakcie lektury śmierć Adama wywołała we mnie (bardzo odległe, ale jednak) skojarzenie z Berliozem. ;)