Blog > Komentarze do wpisu
szklany zamek - jeannette walls

szklanyjuż nie pamiętam, co mnie bardziej skłoniło do kupna i przeczytania tej książki, czy było to piękne zdjęcie z przodu, ładnie brzmiący tytuł, opis z czwartej strony okładki czy po prostu niska cena. zapewne była to wypadkowa wszystkich tych czynników. jedno jest pewne - decyzja o zakupie była nagła i jednocześnie trafna. dopiero po przeczytaniu książki zwróciłam uwagę na to, że główna bohaterka nazywa się tak samo jak autorka i dowiedziałam się z internetu, że ta powieść jest swego rodzaju autobiografią.

jeannette walls rozlicza się ze swoją przeszłością, a dokładniej mówiąc, ze swoimi rodzicami. w tej powieści autorka zatacza koło, początkowo opisując dorosłe życie, by na wiele stron zniknąć w otchłani swojego dzieciństwa i na koniec wrócić do końca (ciągu dalszego) swojej historii. a trzeba przyznać, że jej dzieciństwo i dorastanie nie było przeciętne, ani tym bardziej usłane różami. rose mary - matka - artystka, egocentryczka, skupiająca się głównie na swoim talencie i zupełnie oderwana od rzeczy przyziemnych. rex - ojciec - człowiek o wielkiej wyobraźni, alkoholik, wielbiciel fizyki. plus trójka rodzeństwa, którzy razem z jeannette często musieli zadbać sami o siebie, zwłaszcza gdy w domu (a raczej w podróży, która była domem) nie było co jeść czy w co się ubrać. zdarzało się tak nierzadko, gdyż rose i rex uczyli dzieci, żeby nie przywiązywać się zbytnio do miejsc, do rzeczy, a gdy przenosili się z miejsca na miejsce zabierali tylko to, co najpotrzebniejsze. dla matki były to z pewnością obrazy, a nie praktyczne przedmioty potrzebne rodzinie. wolała namalować obraz niż ugotować zupę, która zaraz by znikła w żołądku, a jej dzieło przecież przetrwa wiele dłużej. grunt to dobra argumentacja.

początkowo bardzo śmieszyła mnie ta powieść. kreatywne rozwiązania problemów, które napotykała na swojej drodze ta rodzina powodowały uśmiech na mojej twarzy. dawanie sobie wzajemnie gwiazdek z nieba (nie było pieniędzy na inne prezenty) czy ciągle towarzyszące myśli o szklanym zamku, który ojciec obiecał zbudować i który miał być ostoją bezpieczeństwa, szczęśliwości i spokoju. im głębiej w strony, tym głębsze moje oddechy, gdyż w tych wspomnieniach pojawiło się trochę więcej smutku i goryczy, niż mogłoby się wydawać na początku. co prawda, jeannette walls nikogo nie obwinia i nie wydaje się, by odczuwała żal wobec rodziców za ich wybory, jednak nie było jej łatwo, gdy postanowiła zostawić rodzinę i zacząć życie na własną rękę, tak jak jej starsza siostra. doszło do sytuacji, gdy rodzice wybrali życie bezdomnych i nic nie mogła na to poradzić, pomimo iż chciała im pomóc jak tylko mogła, to był ich wybór.

bardzo dobra książka, o specyficznych relacjach rodzinnych i o wychodzeniu na ludzi, mimo wszystko.

ocena: 5,5/6.

piątek, 16 kwietnia 2010, tola_fasola

Polecane wpisy

Komentarze
2010/05/13 23:27:38
Czytałam jakiś czas temu, podobała mi się ale nie na tyle żeby nie zacierać się powoli w moich wspomnieniach. Na szczęście są blogi do których można zerknąć by sobie przypomnieć.
-
Gość: sandra, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/06/29 19:33:29
Świetna książka.Co prawda dopiero zaczęłam ją dziś czytać a już jestem na 100 stronie.
Super książka naprawdę polecam.!
-
Gość: , *.hsd1.ct.comcast.net
2012/05/16 01:27:17
Książka ta ("The Glass Castle" w oryginale) kilka lat temu zajęła I miejsce na liście bestsellerów NYT. Kiedy spytasz o nią Amerykanina - każdy ją czytał. Doczekała sie kilku wydań.
Ja ją dosłownie pochłonęłam. Po przeczytaniu zaniosłam ją do bardzo prominentnej osoby, której życie było diametralnie rózne od życia Jannette, z prośbą, aby ją przeczytała.
Po tygodniu książka leżała na tym samym miejscu, nieruszona. Po kilku tygodniach nie wytrzymałam i mówię: "Ms.B. to jest naprawde bardzo dobra książka, gorąco polecam."
Tu muszę dodać, że Ms.B. była managerem w renomowanym amerykańskim miesięczniku, osoba bardzo upolityczniona, sama też jest autorka kilku książek, a jej brat (znany w całym USA) napisał 56 książek, drugi brat senator, trzeci... (było ich 10 w domu i każdy wybitny) Tak więc książkę polecałam nie byle komu.
Minęło kilka miesięcy zanim Ms.B sięgnęła po "Szklany Zamek". "To jest bardzo dobra książka" - powiedziała poważnie po jej przeczytaniu.
Nie dodała nic więcej. Po jakims czasie zobaczyłam u niej pudło z Amazon z kilkudziesiecioma kopiami tej książki. Byłam zszokowana. "To na prezenty" - padło wyjasnienie.